Krasnoludki w literaturze

Najstarsze źródła o krasnoludkach
1. Anonimowe kazanie z XV wieku mówi o zakazanym kulcie uboży:
„Są niektórzy co nie myją umyślnie misek po obiedzie w uroczysty Wielki Czwartek, aby nakarmić dusze i inne duchy, co się nazywają uboże, głupio wierząc, iż duch potrzebuje rzeczy cielesnych. Niektórzy zostawiają resztki umyślnie na misach po obiedzie jakoby dla nakarmienia dusz, czy też pewnego demona, co się nazywa uboże, ale to śmiechu warte ponieważ często myślą głupcy i lekkomyślni, że to, co zostawili, zjada wymienione uboże, które pielęgnują, bo jakoby przynosi szczęście, ale wtedy często przychodzi pies i jak nie widzą zjada te resztki.”

2. „Kronika Polska, Litewska, Żmudzka” Macieja Stryjowskiego, wydana w 1582 roku:
„Na Pomorzu zaś koło Chojnic i Torunia tameczni obywatele trzymają wierząc, iż pod drzewem bzowym ziemni mieszkają jacyś dziwni duchowie, albo fantazmy, których oni krasnymi ludźmi zowią, o ich urodzie powiadają, iż więcej na łokieć nie są wyższe wzrostem.”

3. „Officina Ferraria” Walentego Roździeńskiego z 1612 roku. Fragment zatytułowany „Uboża albo duchowie kuźniczni” opowiada o ubożach pomagających kowalowi.
„Przedtym jacyś duchowie w kuźnicach bywali,
Przychodzili więc radzi do kuźnic w soboty,
W nocy, po wygaszeniu kuźniczej roboty.
Ubożem je kuźnicy pospolicie zwali,
Wiele o nich – za święte je mając – trzymali (…)”

Byli mali jak dzieci. Pracowali w nocy, a gdy kur zapiał, znikali. Kuźnicy zostawiali im jadło w kuźni – oni zaś przynosili im szczęście tak w robocie żelaznej, jak i w każdej sprawie. Jeden kuźnik, nazwiskiem Kot, zobaczywszy, że uboże pracują boso i w koszulkach, zlitował się nad nimi i zostawił im szaty w kuźni. Duchy te opuściły go natychmiast, obraziwszy się nań, że nam pan płaci, a już o nas więcej nie stoi.
„(…) Tym sposobem ty Spectrum a uboże ono,
Z tej kuźni kotowskiej było wystraszono”.

4. „Wesele krasnoludków” w Pamiętnikach Jana Chryzostoma Paska z 1659 roku.
„W całym królestwie szwedzkim i w duńskich niektórych prowinycjach tymi dyjabłami tak robią jako niewolnikami w Turczech, i co im każą, to czynić muszą, i nazywają ich spiritus familiares. 1 Kiedy był posłem do Szwecji Rej, zachorował mu stangret jego kochany, którego zachorzałego zostawił u pewnego szlachcica, mając go odebrać, powracając nazad do Polski. Ten chory leżał w jednej izbie pustej, a kiedy go gorączka ominęła, usłyszał muzykę jakąś pięknie grającą. Rozumiejąc, że to tam w inszych pokojach grają, leży; aż z myszej jamy wyskoczy jeden chłopek maleńki, po niemiecku 2, za nim drugi i trzeci, (a)że potym i damy; muzykę też coraz to lepiej słychać, poczną tańcować po izbie. Ów woźnica w okrutnym strachu. Potym wezmą wychodzić parami i wychodzić do drzwi, (a) że wyszła i muzyka, wyprowadzono i pannę, zwyczajnie tak jak do szlugu ubraną; wyszli tedy drzwiami z izby, jemu żadnej nie czyniąc wiolencyjej. Ów ledwie od strachu nie umiera. A potym powrócili jednego malca, który mu mówi: » Nie turbuj się tym, co widzisz, bo tu tobie i włos z głowy nie spadnie; my jesteśmy tu domowi duchowie. Mamy też to wesele swoje: żeni się nasz brat, idziemy do szlubu i nazad tędy powracać będziemy, i ciebie też weselnego aktu uczyniemy uczęśnikiem. « 3
Ów nie życząc sobie patrzyć na owo spectaculum 4 wstał i założył drzwi na haczek, żeby tamtędy nazad nie powracali. Skoro tam już po owym szlubie powracają, aż drzwi zamknięte. Muzykę znowu słychać; interim ruszą drzwiami: zamknięte. Wlazł jeden malusieńki szparą pode drzwi i uczyniwszy się w oczach jego dużym mężczyzną, pogroził mu tylko palcem i złożywszy haczek, otworzył drzwi i tak (im) się znowu, co i pierwej, <a traktem prowadzili, i potym w ową myszą jamę po(w)chodzili. Kiedy już jakoś za godzinę czy lepiej, wyszedł znowu jeden z owej dziury i przyniósł mu na talerzu kołacza, bogato konfektami 5 i rozenkami przeplatanego, mówiąc: »Ten młody posyła-ć, żebyś też zażył weselnych wetów.« 6 Odebrał ów z wielkim strachem i podziękowawszy, postawił wedle siebie. Przyjdą potym do niego ci, co go doglądali w jego chorobie, i ten medyk, co koło jego zdrowia chodził. Pytają: » Kto-ć to dał? « — Powiedział wszystką sprawę.Pytają: » Czemuż nie jesz?« – Powieda, że » się ja tego boję jeść.« – Owi mu mówią: » Nie bądź prostakiem, nie bój się: dobre to rzeczy; nasi to są domownicy, nasi przyjaciele, jedz! « – Ów po staremu nie chce. Wziąwszy owi kołacz, przed oczami jego zjedli powiedając mu, że » się to tu nam często dostaje jadać od nich, a nic nam nie szkodzi.«
Zażywają oni ich tam i do roboty, i do rożnych posług.

1 „duchy domowe”; (familiares może także znaczyć „życzliwe”, „służebne”). Wg Roszneckiego w Skandynawii wierzono w duchy domowe, tzw. nisser, dobroczynne i usłużne krasnoludki.
2 po niemiecku – rozumie się: ubrany
3 uczęśnik – uczestnik
4 spectaculum – widowisko
5 konfekty – owoce smażone, suche konfitury
6 wety – przysmaki podawane przy końcu uczty

Źródło: Jan Chryzostom Pasek, Pamiętniki, tom 1, Ossolineum, DeAgostini, Wrocław 2003, str. 85–87

5. „Wykład katechizmu Kościoła krześcijańskiego” Gilowskiego z 1579 roku:
„Doświadczenim wiela się to doznało, bo widani są ziemscy skryatkowie, domowe ubożęta, leśni satyrowie (…)”

Źródło: A. Bruckner, Mitologia polska, Warszawa 1924, s. 114

6. „Spitamegeranomachia” Jana Achacego Kity z 1595 roku potwierdza jedną z hipotez, że krasnoludki wywodzą się od Pigmejów, którzy z kolei byli mieszkańcami Indii

„Jest ziemia na wschód słońca, Indyą rzekają,
Tam, kędy Pigmejowie niewielcy mieszkają (…)”

Tekst pochodzi z pierwszej wersji witryny i jest autorstwa Agencji Reklamowej Wanilia.