Bajki i opowieści o krasnoludkach

Walka kościoła z zabobonami zepchnęła wiarę w krasnoludki w sferę baśni, bajek i podań ludowych. Ta bardzo charakterystyczna postać o dobrotliwym, jowialnym wręcz obliczu, całkowicie zatraciła swoje pierwotne cechy.

Krasnale kochają wszyscy i wszyscy też chętnie o nich czytają. W naszym studium krasnoludka świadomie odrzucamy te najbardziej znane bajki i legendy (O krasnoludkach i sierotce Marysi, Tolkienowskie krasnoludy i elfy, nawet skrzaty w Harrym Potterze), by skupić się na tych mniej powszechnych, wydobytych z mało popularnych czasopism i zakurzonych bibliotek. Kto chce, niechaj słucha…

Siedlisko krasnoludków w Jastkowicach

Działo się to w czasie okupacji hitlerowskiej. Jednej nocy, gdy księżyc jasno świecił, pewien przechodzień idący „ludniańską drogą” koło „Kobylich Górek”, w pobliżu Jastkowic, miał zobaczyć naraz „około sześćdziesięciu krasnoludków. Wszyscy byli ubrani w czerwone spodenki, czerwoniutkie kapoty i czerwone czapeczki.” Po przekroczeniu w poprzek wspomnianej drogi, weszli w głąb owych Kobylich Górek, gdzie zapewne mieli swoje siedziby.

Opowiedziała: A. Moskal (w): W. Gaj-Piotrowski, Duchy i demony

Na Podlesiu zaś w Jastkowicach znajduje się zapadlisko zwane „Ługiem”. Dawniej stała tam zawsze woda i cięgiem straszyło. Przechodzący obok słyszeli stukanie, jakby ktoś w wodzie prał bieliznę kijanką. Nikt jednak nie widział tam nikogo. Pobliscy mieszkańcy zaczęli więc tłumaczyć to zjawisko, że „krasnoludki piorą w Ługu swoje szmaty, ale gdy ktoś z ludzi nadchodzi, wtedy one kryją się przed nim”.

Opowiedziała H. Bajdo, Jastkowice 1978 (w): ibidem

Zawsze stawiał garnek kaszy za kominem

Wspominając ze swej młodości Fr. Kaczor (zm. ok. 1970 r.), opowiadał o pewnym gospodarzu zamieszkałym w Rudzie Jastkowskiej, który „trzymał ze złem”. Zawsze gotował mu kaszę jaglaną i w garnku umieszczał na strychu za kominem. Pewnego dnia polecił parobkowi zanieść garnek kaszy na strych i postawić za kominem, a wracając, żeby nie oglądał się za siebie, czyli nie patrzył na komin. Służący rozkaz wykonał, ale kiedy zaczął już złazić po drabinie na dół, nie wytrzymał i z ciekawości spojrzał w stronę komina. Wtedy coś rzuciło ów garnek z kaszą w jego kierunku, ale na szczęście nie trafiło w niego. Tenże gospodarz chociaż w nocy spał u siebie, to jednak zawsze wiedział, którzy koniarze puszczali po ciemku na popas swoje konie w jego pola i łąki.

Powyższą historię zasłyszaną od swojego ojca, opowiedziała S. Kuziorowa. Ruda Jastkowska (1975 r.) ibidem

Tekst pochodzi z pierwszej wersji witryny i jest autorstwa Agencji Reklamowej Wanilia.