Wielka dynia dla Obieżysmaka

fot. Flickr.com/callista1172/CC

To naprawdę trudne zadanie wykarmić cały podziemny świat krasnali. Wprawdzie Obieżysmak doskonale wiedział, że ma pomoc, że Pierożnik lepi co sił każdego dnia, wałkuje ciasto zawzięcie i karmi swoich sąsiadów. Wiedział, że Krasnal Włoski kręci pizzę i wymyśla coraz to nowe sosy do makaronów, tańczy z pomidorem i zachwyca tym samym miłośników kuchni śródziemnomorskiej. Wiedział to wszystko, a mimo to nadal czuł się przepracowany, spędzając całe dnie nad nowymi recepturami dań na jesień. Krasnalowe menu w sumie nie było zbyt wymagające, ale ambicja, ambicja to coś, co Obieżysmakowi odbierało czasem sen nocami. Można pić codziennie piwo lukrecjowe i zagryzać je grzankami, ale – no bez przesady – nawet Syzyfki oczekują czasem urozmaicenia.

Siedział więc Obieżysmak i wertował książki kucharskie, które zarosły już nieco kurzem. Szukał inspiracji, pomysłu, smaku przewodniego, czegoś, co zasmakowałoby wszystkim krasnalom, było sycące i odpowiednie na jesień. Problem jednak taki, że część ksiąg była mocno już zużyta, tak często były używane, szczególnie przez te mniej doświadczone w gotowaniu krasnale. Wirowało mu już w głowie, zdjął więc czapkę i przytulił się na chwilę do poduszki. Ledwo zdążył przymknąć oczy, a tu jak nie gwizdnie! Jak nie zawieje!

Krasnal zafrasowany nagłym przeciągiem zerwał się z łóżka. Był wieczór, coraz chłodniej, trudniej się myśli. Wszedł do kuchni i zamknął sprawnie okno, które niespodziewanie się otworzyło. Zmiótł z blatu kilka pożółkłych, jesiennych liści, które przypadkiem dostały się do pomieszczenia. Zamiast je wyrzucać, wstawił je do wazonu, pozwalając samodzielnie uschnąć. Westchnął raz jeszcze nad brakiem kulinarnych inspiracji i kierował się powoli w stronę łóżka, gdy tymczasem…

Z wielkim impetem otworzyły się drzwi obieżysmakowego domku. W progu krasnal dojrzał dwóch maluchów, znanych psotników, nie inaczej – odwiedziły go Syzyfki. Przy nogach trzymały coś kulistego, całkiem sporego, ale Obieżysmak nie bardzo mógł zindentyfikować przedmiot. Tym bardziej, że dwa rezolutne skrzaty owinęły je w jesienne liście, pytanie czy dla niepoznaki, czy dla bezpieczeństwa. Zadowolone z siebie Syzyfki nie spytały nawet, czy mogą wejść, tylko od razu wturlały się Obieżysmakowi do kuchni, rechocząc wesoło i przebąkując raz po raz coś o niespodziance.

– Obieżysmaku! Zobacz! Prezent mamy dla ciebie! – wykrzyknęły radośnie skrzaty, wskazując jednocześnie na okrągły przedmiot. Obieżysmak zastanowił się chwilę. Wiedział, że Syzyfki to najwięksi żartownisie krasnalowego świata, mógł więc spodziewać się wszystkiego, od sztucznej kuli śnieżnej zaczynając, a na piłce do koszykówki kończąc. Raz już dostał od Syzyfków piłkę. Z komentarzem, że to zapasowy brzuch, na wypadek, jakby ten Obieżysmaka się kiedyś zmniejszył.

Bez większych emocji Obieżysmak podszedł do pakunku Syzyfków.

– Co tym razem, maluchy? Nie mam dla was czasu. Wymyślam nową portawę. Musicie się zaraz zbierać – wyjaśnił.

– Ale spójrz! Zobacz! Odpakuj no!

Syzyfki przekrzykiwały się jeden przez drugiego wyraźnie podekscytowane, co zaintrygowało starszego krasnala. Podszedł prędko do pakunku i zaczął powoli odwijać liście, kątem oka obserwując wyszczerzone i rozemocjonowane Syzyfki. Czuł, jak jego ciekawość rosła. Niewiele się zastanawiając, rozszarpał liściaste opakowanie na drobne kawałeczki, a jego oczom ukazała się duża, okazała, mocno pomarańczowa…

… kula.

Coś bliżej nieokreślonego. Nie, żeby wcześniej wyglądało jakoś bardziej konkretnie, ale po odpakowaniu też nie wygląda. Obieżysmak pytającym wzrokiem spojrzał na uradowane Syzyfki.

– Co to?

– No jak, Obieżysmaku, jak co to? Dynia!

Dynia. No jasne, dynia. Jakby każdy od razu musiał wiedzieć, jak wygląda dynia! Obieżysmak się zamyślił, obszedł pomarańczową kulę ze trzy razy i pobiegł do ksiąg, które wciąż miał rozstawione w saloniku. Pospiesznie zaczął wertować zakurzone stronice. Szukał, mielił, tarmosił. Prawie kartki powyrywał! Tak chciał się dowiedzieć wszystkiego o dyni. Musicie bowiem wiedzieć, drodzy Czytelnicy, że krasnale rzadko kiedy korzystają z wikipedii czy internetowych zasobów. Wprawdzie jest kilka skrzatów, które te technologię ogarniają i potrafią z niej korzystać, ale większość krasnali jest absolutnie ponad to, uważając, że to krasnalowi nie przystoi, by skakać po klawiaturze. A tak naprawdę jest to całkiem ujmujące wytłumaczenie po prostu zwykłego lenistwa przed nauczeniem się tego całego klikania. Ot, stąd te wielkie księgi.

Trafił w końcu na mocno przybrudzoną, podartą lekko z boku, kartę ze słowem na „D”. Pierwsze zdanie: że dyni na świecie jest ze 20 rodzajów. Omatkobosko! DWADZIEŚCIA! I jak tu pojąć, która jest która, kiedy one wszystkie takie okrągłe i pomarańczowe? Ale jedźmy dalej. Dynia warzywem jest, jadalnym, nie trującym (to ważne), nie szkodzi krasnalowym żołądkom (arcyważne), pestki po ususzeniu też mogą być jadalne (ciekawe, ciekawe). Z pestek dyni można ponadto tłoczyć olej, ale ten fragment Obieżysmak pominął, wystarczy, że samą dynię będzie musiał wtoczyć do kuchni.

Uradowany, bo dynia, którą przyturlały Syzyfki, była słusznych rozmiarów. W trójkę szybko wtoczyli warzywo do obieżysmakowej kuchni, gdzie rozstawione wcześniej garnki i sztućce czekały na inspirację. I zaczęło się wielkie pichcenie.

Wpierw dynię trzeba było jakoś „otworzyć”. Przekroić nie bardzo jest jak, bo to duża dynia, noże małe, krasnale zresztą też. Upuścić? To się rozwali na malutnie kawałeczki. Wprawdzie Syzyfkom pomysł ten przypadł do gustu, ale Obieżysmak zachował resztki rozsądku. Obeszli wspólnie dynię dookoła, dokładnie, sześć razy, aż w końcu najstarszy krasnal wypalił:

– Piła!

I czmychnął do piwniczki. Syzyfki nie bardzo wiedziały, o jaką piłę chodzi, ale pełne zaufania do Obieżysmaka nie siliły się nawet na najmniejsze żarty. Krasnal wrócił tymczasem z wielką jak on sam piłą do drewna.

– Przytrzymacie tutaj. Musicie trzymać mocno, maluchy! Inaczej zrobimy sobie wszyscy krzywdę. Trzymacie i poruszacie – przód tył. Tym sposobem przetniemy dynię na pół – obwieścił Obieżysmak, nie czekając na słowa potwierdzenia ani żadne pytania. Wzięli się wszyscy do roboty.

Rach, ciach, przód, tył, ciężko jest, ale krasnale się nie poddają. Przód, tył, znów ciach, i poooooszło! Pięknie! Z jednej dyni zrobiła się teraz dynia w dwóch kawałkach. Dalej poszło już gładko. Połówki na kolejne pół, i tak jeszcze ze dwa razy, aż cała dynia została poszatkowana na mniejsze kawałki, które z łatwością każdy krasnal mógł wziąć do rąk. Tak uczyniły Syzyfki, chociaż szybko przyznały, że surowa dynia niekoniecznie jest tym, co chciałyby mieć w swoim żołądku.

Obieżysmak szybko pobiegł po karty z księgi i zaczął czytać przepisy. Chodził w kółko po kuchni i mruczał coś pod wąsem sam do siebie, zastanawiając się, analizując. Zdecydował, że upichci zupę. Tak! Zupa na jesień z pysznej, wielkiej dyni! Uradowane Syzyfki zajęły strategiczne miejsce przy szafce, z której mogły bezpiecznie przyglądać się kuchennej krzątaninie Obieżysmaka. Ten z kolei rozpoczął uroczystą procedurę gotowania. Smakowicie było!

(beata)