Świat oczami krasnala, czyli wywiad z Bajdulkiem

Za oknem ciemność. Noc otuliła miasto ciepłą kołderką snów. Ale ja jeszcze nie śpię. Czekam w kuchni, gdzie ciszę przerywa tylko miarowe tykanie zegara. Z rozmyślań wyrywa mnie jakiś ruch, dostrzeżony kątem oka. Nareszcie! Jak zawsze pojawił się nie wiadomo skąd. Pomagam mu usadowić się wygodnie na krześle i proponuję kubek gorącej czekolady, stawiając na stole miseczkę jego ulubionych rodzynek.

– Wolisz rozmawiać tutaj, czy w pokoju? – pytam z grzeczności, chociaż domyślam się, co odpowie.
– Posiedźmy w kuchni. Na wypadek, gdybym bardzo zgłodniał… – krasnal uśmiecha się łobuzersko, poprawiając czapeczkę. Po chwili popijamy ze smakiem czekoladę – ja z ulubionej filiżanki, a on – z kubeczka dla lalek moich córek.
– Podoba Ci się nowe imię, Bajdulku? – zagaduję. Wiem, że jest odrobinę zdenerwowany. W końcu to jego pierwszy wywiad.
– Bardzo! Nie wiedziałem, że imię może być aż tak ważne! Wcześniej zwracałaś się do mnie „krasnoludku” i chociaż wcale mi to nie przeszkadzało, to czułem się trochę dziwnie. Teraz jest o wiele lepiej! – śmieje się zadowolony.
– Od początku planowałam, że imię nadadzą ci dzieci – wyjaśniam. – Wiesz dobrze, jak wiele przysłały propozycji. Sama nie wpadłabym na tyle ciekawych pomysłów.
– A te portrety! Mogę je oglądać godzinami i nigdy mi się nie znudzą. Ciekawe czy kiedykolwiek narysowano jakiegoś krasnoludka na tyle różnych sposobów…  – zastanawia się, wyraźnie wzruszony, Bajdulek.
– Jestem dumny z każdego z rysunków. Podziękowałaś ode mnie dzieciom? Tak na wszelki wypadek, gdyby któryś z moich listów nie doszedł?
– Oczywiście! Dzieci włożyły w te prace naprawdę wiele serca. I przysłały mnóstwo ciekawych pytań… – delikatnie przypominam mu o powodzie naszego spotkania.
– Trochę się martwię, czy zdołam na wszystkie odpowiedzieć tak, by dzieci nie poczuły się rozczarowane. Bo… wiesz… – dodaje szeptem, nachylając się w moją stronę. – Niektóre dzieci już nie wierzą w krasnoludki. Chciałbym, żeby dzięki nam uwierzyły…

Krasnoludek ma oczywiście racje. Przyznaję, że mnie to również smuci. Dlatego zapewniam go, że wywiad na pewno pomoże.

– Wszystko pójdzie wyśmienicie, zobaczysz. Zostaw to mnie. Ja też po raz pierwszy występuję w takiej roli, ale wierzę, że się uda.

Biorę do ręki listę przygotowanych wcześniej pytań.

-To jak? Gotowy?
– Aż po czubek czapeczki! – odpowiada Bajdulek, moszcząc się wygodnie na krześle. – Pytaj!
– Powiedz mi zatem…  – zaczynam nieśmiało. – Czy masz rodzinę?
– Oczywiście! I to bardzo dużą. Przynajmniej raz do roku spotykamy się we wcześniej ustalonym miejscu i zdziwiłabyś się, gdybyś zobaczyła ilu nas jest. Moja mama już tydzień wcześniej zaczyna przygotowania, żeby dla wszystkich wystarczyło smakołyków, wśród których nie może zabraknąć moich ulubionych potraw – zupy grzybowej, klusek w porannym sosie i placków ziemniaczanych.Na myśl o jedzeniu Bajdulek oblizuje się ze smakiem. Po chwili jednak snuje dalszy ciąg swojej opowieści.- Przygotowania do takich spotkań to czas, gdy wszystkie krasnoludkowe panie mają mnóstwo pracy przy pieczeniu, gotowaniu i pakowaniu przysmaków. Czasami oczywiście zdarza się, że ktoś nie dotrze na miejsce, bo wielu moich krewnych mieszka daleko, w innych krajach. Tak jak wuj Jultomten ze Szwecji. Ale zawsze są to niezapomniane wieczory, na których nie brakuje zabawnych historii o tym, co któremu z nas się przydarzyło. Takich, jak przygoda mojego dalekiego irlandzkiego kuzyna Leprechauna, który pewnego dnia zapomniał, gdzie ukrył garnek ze złotem. Kiedyś ci o tym opowiem…

– Czyli krasnoludki mają żony i dzieci? – dopytuję, bo w końcu Bajdulek jest jedynym krasnoludkiem, jakiego dotąd widziałam.
– Większość tak – wyjaśnia mój rozmówca. – Ja jeszcze nie mam, ale w końcu jestem bardzo młody. Mam dopiero siedemdziesiąt osiem lat. To oczywiście bardzo dużo, według waszej ludzkiej rachuby.- Rzeczywiście – przyznaję, próbując wyobrazić sobie, jak Bajdulek będzie wyglądał za kolejne siedemdziesiąt wiosen. Porzucam jednak szybko te rozmyślania, bo przecież jeszcze o tyle rzeczy muszę go zapytać.
– Żyjecie dłużej od nas, więc zapewne macie więcej wolnego czasu. Zwłaszcza teraz, podczas długich zimowych wieczorów. Pewnie dlatego dzieci chciałyby wiedzieć, co zwykle robisz o tej porze roku. Może przesypiasz większość zimy tak jak misie?
– Czasami chciałbym, bo jestem prawdziwym śpiochem – odpowiada Bajdulek z uśmiechem, sięgając po kolejną rodzynkę.
– Na szczęście zima to czas, kiedy czuję się wyjątkowo potrzebny. Pomagam wtedy zwierzętom, dla których jest to bardzo trudny okres, bo nie zawsze mogą znaleźć coś do jedzenia. Odwiedzam krewniaków, wymyślam bajki dla krasnoludkowych dzieci. Dużo czasu zajmuje mi też pisanie kroniki, którą powierzył mi mój prapraprapradziadek. A przed Świętami Bożego Narodzenia szukam choinkowych ozdób, które zapodziały się gdzieś ich właścicielom. Pamiętasz srebrnego aniołka, którego nie mogłaś znaleźć w zeszłym roku?
– Mogłam się domyślić, że to twoja sprawka – uśmiecham się do Bajdulka. – Tyle się go naszukałyśmy z dziewczynkami, a potem okazało się, że jak gdyby nigdy nic, wisiał sobie na choince. Bardzo Ci dziękuję za pomoc.
– Cała przyjemność po mojej stronie – odpowiada krasnoludek. – Wiem, że to ulubiona ozdoba twoich córeczek. Musiałem się sporo nagimnastykować, żeby go tam powiesić. Są takie chwile, że bycie małym bywa trudne… – wzdycha.
– Czy to znaczy, że chciałbyś być duży?Krasnoludek zastanawia się przez dłuższą chwilę.
– Nie. Myślę, że mój wzrost ma dużo więcej zalet, niż wad. Tylko czasami ciekawi mnie jak wygląda świat, gdy ogląda się go trochę z innej wysokości. Ale o pokazanie mi tego mogę zawsze poprosić ciebie, prawda?
– Oczywiście. Mogę cię później podnieść tak wysoko, jak zechcesz – proponuję. – Teraz jednak, jeśli nie masz nic przeciwko temu, wolałabym dokończyć nasz wywiad. Zostało jeszcze sporo pytań. Jak choćby to, czego się boisz.- Modliszek, komet i samochodów polewaczek – wymienia jednym tchem Bajdulek i zaraz dodaje:
– Ale najbardziej to chyba samotności. Chociaż myślę, że tego boją się nie tylko krasnale. Każdy chce przecież mieć rodzinę i przyjaciół, by razem z nimi dzielić swoje radości i smutki. Nie wiem, co bym zrobił, gdyby pewnego dnia okazało się, że jestem ostatnim krasnoludkiem na świecie…
– Na szczęście masz nie tylko liczną rodzinę, ale również wszystkie te dzieci, które wierzą w twoje istnienie. Chociaż… No właśnie, czy mogą cię zobaczyć?
– Czasami mogą. Ale nigdy całego – uśmiecha się tajemniczo Bajdulek. – Przecież sama najlepiej wiesz…

Tym razem odpowiedź krasnoludka naprawdę mnie zaskakuje. Wkrótce jednak przypominam sobie, jak dawno temu, gdy byłam jeszcze małą dziewczynką, weszłam do ciemnego pokoju. A kiedy zapaliłam światło, koło łóżka dostrzegłam jakiś ruch. I przez króciutką chwilę wydawało mi się, że mignęła mi przed oczami maleńka, czerwona czapeczka. Pamiętam, jak potem przez kilka dni z rzędu, zaglądałam pod łóżko, żeby sprawdzić czy właściciel czapki znów się nie pojawił. Później oczywiście zapomniałam o całym zdarzeniu. Aż do dzisiaj…
– To byłeś Ty! – wołam z niedowierzaniem. – To Twoją czapeczkę widziałam wtedy, prawda?
– A jak myślisz? – Krasnoludek jest wyraźnie rozbawiony całą sytuacją. – Niby skąd o tym wiedziałem? Kręciłem się w pobliżu ciebie od bardzo, bardzo dawna. Wiedziałem, że gdy dorośniesz, będziesz pisać bajki dla dzieci. Przecież zawsze o tym marzyłaś.
– To prawda – przyznaję i spoglądam na trzymaną w ręku kartkę. – Ale chyba czas wrócić do naszej listy pytań… Jak choćby tego, czy krasnoludki dostają prezenty od Świętego Mikołaja…Bajdulek uśmiecha się szeroko.
– Oczywiście, że dostajemy. Przecież staramy się być pomocni i życzliwi. Najmłodszym krasnoludkom Mikołaj przynosi książeczki i drewniane zabawki. Niektóre tak maleńkie, że ludzie na pewno musieliby się sporo natrudzić, aby je zobaczyć. Starsi otrzymują ozdobne kałamarze, gęsie pióra do pisania, czasami nową czapkę lub ciepłe rękawice. I każdy taki prezent sprawia nam wiele radości. Są oczywiście ludzie, którzy twierdzą, że krasnale to złośliwe małe ludki, które uwielbiają płatać figle. Ale przecież gdyby była to prawda, Mikołaj nigdy nie poprosiłby nas o pomoc w przygotowywaniu prezentów dla dzieci. I żaden z nas nie znalazłby niczego pod choinką.
– A jakie jeszcze święta obchodzicie? Może macie jakieś własne, inne od ludzkich?
– Jest ich całe mnóstwo. Krasnoludki uwielbiają świętować – odpowiada wesoło Bajdulek.
– Oprócz Bożego Narodzenia, Wielkanocy i Sylwestra, mamy Dzień Krasnala, Dzień Czerwonej Czapeczki, Święto Kronikarzy, Bajkowy Tydzień i wiele innych. Tak jak i wy, chętnie czcimy także Pierwszy Dzień Wiosny. Tylko zamiast Marzanny topimy Słomiaczka, którego zgodnie z tradycją przygotowują krasnoludkowe dzieci.
– A co jeszcze lubisz robić, poza świętowaniem i … jedzeniem? – pytam, widząc jak w ustach Bajdulka znika ostatnia rodzynka.
– Uwielbiam czytać, tańczyć i rzeźbić smoki. Mam ich naprawdę ogromną kolekcję. Ale najbardziej lubię podróżować! Nie ma nic przyjemniejszego niż wędrówka w nieznane, gdzie czeka na mnie tyle przygód, nowych przyjaciół i ciekawych miejsc. Z każdej wyprawy przywożę zawsze mnóstwo wspomnień. Potem, gdy siadam w swoim małym domku, z kubkiem gorącej herbaty z miodem, to największą przyjemność sprawia mi opisywanie tego, co się podczas tych wypraw zdarzyło.
– A możesz zdradzić dzieciom, gdzie mieszkasz? – dopytuję się, bo tak jak większość dzieci, jestem tego niezmiernie ciekawa.Krasnoludek zastanawia się przez chwilę. Widać, że nie jest to dla niego łatwe pytanie.
-Tak… troszeczkę – odpowiada wreszcie i z bardzo tajemniczą miną dodaje:
– Całkiem niedaleko ciebie. Moją sąsiadką jest pewna sympatyczna wiewiórka, która często mnie odwiedza i przynosi jakieś smakołyki. W długie zimowe wieczory opowiadam jej o swoich przygodach, o naszych krasnoludkowych zwyczajach i o dzieciach, które bardzo chciałbym kiedyś poznać. Czasami, zwłaszcza wiosną i latem, gdy dzieci przychodzą do parku, podpatruję jak się bawią. Oczywiście tak, by niczego nie zauważyły. Muszę tylko uważać, bo nie tak łatwo jest ukryć czerwoną czapkę wśród zielonych liści.
– Dobrze, że o tym wspomniałeś – mówię, zerkając na listę pytań. – Zupełnie zapomniałam, że jedno z dzieci chciało koniecznie dowiedzieć się, dlaczego zawsze nosicie szpiczaste czapeczki.
– Zaraz ci wszystko opowiem – odpowiada Bajdulek, poprawiając się na krześle. Wygląda na to, że zanosi się na dłuższą historię. – Dawno temu, zanim jeszcze Najwyższa Rada Krasnali wydała dekret o wyglądzie naszych czapek, zimy były długie, mroźne i bardzo śnieżne.  O wiele bardziej niż teraz. Często zdarzało się, że krasnale grzęzły w zaspach, wędrując za pożywieniem lub szukając cieplejszych schronień. Potem bardzo trudno było je znaleźć. Bywało, że przebywały pod śniegiem nawet kilka dni.  Biedacy!  Gdy ich w końcu odnajdywano, długo nie mogli dojść do siebie. Niektórym nawet z tego powodu przestały rosnąć brody! Krasnoludki długo myślały, jak sobie poradzić z tym kłopotem. Próbowały skonstruować specjalne buty – rakiety, do chodzenia po śniegu. Ale okazało się, że nie potrafią się w nich poruszać. Nie skutkowały ani szczudła, ani siadanie kolegom na barana. Dopiero szpiczaste, wystające z zasp czapeczki, pomogły rozwiązać ten problem. Jeśli któremuś krasnoludkowi zdarzyło się wpaść w zaspę, to dzięki czapce, dużo łatwiej można go było odszukać. Z czasem, te nakrycia głowy tak nam się spodobały, że stały się naszym znakiem rozpoznawczym.
– Przyznaję, że są niezwykle twarzowe – uśmiecham się do Bajdulka, który z dumą prostuje głowę, prezentując czapeczkę w całej okazałości. Przez chwilę siedzimy sobie w milczeniu, przypatrując się sobie nawzajem. Widzę, że mój mały przyjaciel jest już trochę zmęczony. Ziewa szeroko i przeciera piąstkami oczy. Cieszę się, że zdążyłam mu zadać wszystkie przygotowane pytania. I trochę żałuję, że jest już tak późno. Bo krasnoludek jest niezwykle wdzięcznym rozmówcą i miło byłoby z nim jeszcze trochę pogawędzić. Zna przecież tak wiele niezwykłych historii z życia małych ludzików. Ale i ja czuję, że pomału kleją mi się oczy. Na moment poddaję się senności i kiedy znów je otwieram, widzę przed sobą tylko puste krzesło, a w powietrzu rozbrzmiewa jeszcze cichy głos, szepczący mi do ucha:
– Do zobaczenia…

Z Krasnoludkiem Bajdulkiem rozmawiała Anna Paszkiewicz

www.swiat-basni.com.pl