O Słupnikach cz. 1

Spacerując Oławską lub Świdnicką z uśmiechem i podniesioną głową nie sposób przeoczyć jej niezwykłych mieszkańców. To Słupniki, które z typową dla Krasnali radością machają do przechodniów z bezpiecznej dla tych małych psotników wysokości prezentując akrobatyczne zdolności utrzymywania się na latarniach. Jednak prawdziwy pokaz ich zdolności pozostaje dla oczu ciekawskich ludzi niedostrzegalny. Opowiada o nim ta legenda.

Dawano, dawno temu kiedy pewnego wieczora jesienna mgła delikatnie przelewała się przez ulice wrocławskiego Starego Miasta, powolnym krokiem trasę wyznaczaną kolejnymi latarniami przemierzał opatulony w płaszcz latarnik. Zmrok już dawno zapadł a latarnie rozpraszały nieco gęste powietrze rzucając trochę blasku na wąskie uliczki. Latarnik pracę miał już za sobą, teraz sprawdzał jedynie czy któraś z lamp zawieszonych na wysokich słupach nie została pominięta.

W ciszy, która obok mgły wypełniała przestrzeń między urokliwymi kamieniczkami co jakiś czas rozlegał się pisk kota, lub znudzone szczeknięcie psa. W pewnym momencie uwagę latarnika przykuł ciemny punkt poruszający się szybko po jednym ze słupów. Ku jego zdumieniu punkt w pewnym momencie zatrzymał się po czym jak wiewiórka przeskoczył na kolejną latarnię. Mężczyzna podszedł bliżej, ale nic więcej nie dostrzegł. Zamruczał pod nosem, poprawił płaszcz i z zamiarem napicia się grzanego piwa skierował się do jednej z licznych we Wrocławiu piwiarni.

Kiedy opowiedział tę historię swoim nieco podchmielonym kolegom po fachu spotkał się z gromkim śmiechem całego towarzystwa i sugestiami, że kolejny grzaniec dobrze mu zrobi. Jednak jednemu ze starszych latarników wcale nie było do śmiechu. Po chwili opowiedział wszystkim niemal identyczną historię. To zastanowiło całą grupę. Po dłuższych rozmowach ustalili, że najlepszym sposobem na poznanie prawdy będzie wspólne poszukiwanie skaczących po słupach postaci….