O pierwszych biesiadnikach

Było to w czasach dobrze Wam już znanych. W erze Wielkiej Budowy Miasta Krasnali. Kiedy Papa Krasnal obwieścił całej społeczności koniec Wielkiej Budowy wybuchła nieopisana radość. Mali mieszkańcy zaczęli się głowić gdzie mogą zorganizować święto z okazji ukończenia dzieła. Oczywistym wyborem miał być główny plac w Mieście Krasnali. Jednak pojawił się problem jak pomieścić wszystkie krasnale i ich gości z całego świata na podziemnym placu. Kłopot postanowiła rozwiązać Wielka Rada Krasnali. Podczas burzliwej dyskusji, ktoś wpadł na z pozoru szalony pomysł. „Zorganizujmy biesiadę na wrocławskim Rynku” – rzucił ów krasnal. Wśród członków rady zapanowała cisza, po czym pomysł uznano za szalony. Był jednak ktoś, z kim każdy krasnal liczy się najbardziej. Ten ktoś to Papa Krasnal, który postanowił rozważyć niezwykłą ideę. „Jeśli dobrze przygotujemy biesiadę i zorganizujemy ją nocą, kiedy wszyscy śpią to wszystko może się udać” zawyrokował przywódca krasnali. Teraz wszystko było w rękach krasnalowych inżynierów. Ci zaplanowali nie tylko szybko składane stoły, lampy z świetlikami, ale też drogi ucieczki i co najważniejsze ustalili godziny biesiady, w których Rynku nie patrolują strażnicy. Przygotowania szły znakomicie. W wyznaczonym dniu, kiedy zjechali wszyscy goście i przyszła godzina biesiady krasnale specjalnymi tunelami błyskawicznie znalazły się na Rynku. W tym samym czasie pewien mieszkaniec Wrocławia nerwowo przewrócił się na drugi bok. Nie mógł tej nocy zasnąć i bardzo go ten fakt denerwował. Owym mieszkańcem był mistrz cechu latarników. Po kolejnej godzinie bezsenności kiedy już zbliżał się świt latarnik postanowił wcześniej niż zwykle zapalić latarnie w Rynku. Domyślacie się zapewne jakież było jego zdziwienie kiedy ujrzał Rynek pełen małych postaci w najlepsze zasiadających przy stołach. Zdziwienie wymalowało się także na twarzach Krasnali, które w biesiadnej atmosferze zapomniały o śpiących tuz obok ludziach. Tymczasem światło trzymane przez latarnika obudziło także innych mieszkańców Rynku, którzy z niedowierzaniem przecierali oczy. Wśród obudzonych znalazł się także burmistrz, który doszedł do wniosku, że całe zamieszanie należy wyjaśnić. Nieco oszołomiony podjął rozmowę z Papą Krasnalem. Tak zaczęła się pierwsza era przyjaźni małych i dużych mieszkańców Wrocławia. Historia, wielokrotnie wystawiła tę przyjaźń na ciężkie próby, o których opowiemy w innej bajce, jednak po latach przerwy wspólne nocne biesiady ludzi i krasnali mają szansę wrócić do łask w dzisiejszych czasach.