O Chochliku Odrzańskim

Z zza zakola rzeki wyłoniła się mała tratwa z niewielkim zbitym z patyków namiotem i krzywą nieco pordzewiałą latarnią. Z tyłu dziwnej konstrukcji uwijała się niewielka postać. Pracz obserwował jak ów śmiałek sprawnie porusza się między niebezpiecznymi wirami wodnymi. Nie zastanawiając się długo Pracz zaczął dawać znaki przybyszowi by ten zacumował jak najszybciej przy jego nabrzeżu i uniknął przeprawy przez bardziej niebezpieczne rejony rzeki. Postać z tratwy zwinnie zawróciła i lewą burtą przybiła do brzegu. Dopiero wtedy Pracz mógł przyjrzeć się dokładniej przybyszowi. Na pierwszy rzut oka uznałby, że do Wrocławia zawitał nowy Krasnal, jednak szpiczaste uszy i zakrzywione ostre palce u rąk wzbudziły spora wątpliwość Pracza. Nie rozwiało jej nawet gorące powitanie jakie usłyszał od gościa, który na starcie zasypał go garścią żartów i opowieści, które nie do końca przypadły Praczowi do gustu. Przybysz zapewnił go także o tym, że jest najprawdziwszym Krasnalem, ma na imię Odrzański i przybył do Wrocławia przywiedziony opowieściami o wspaniałościach tego miasta. Pracz czym prędzej postanowił zaprowadzić gościa przed oblicze Papy Krasnala i Wielkiej Rady. Tam Krasnal Odrzański niemal od razu zaskarbił sobie sympatię wielu krasnalowych przywódców ciekawymi opowieściami i poczuciem humoru. Polecono mu jedynie by w ciągu najbliższych dni znalazł sobie jakie pożyteczne zajęcie. Z czasem nawet Pracz zapałał do nowego mieszkańca sympatią. Był jednak jeden krasnal, którego wciąż dręczyły wątpliwości wobec Krasnala Odrzańskiego. Ku zaskoczeniu wielu krasnali był nim Życzliwek, który przekonywał, że czuje od przybysza nieszczere intencje.

Mimo wielkiej popularności Życzliwka, wielu małych mieszkańców miasta traktowało go jednak z lekkim przymrużeniem oka zapominając chyba jak bardzo zna się na krasnalach i ludziach. Krasnalowa społeczność jakby zapomniała także o nakazie jaki dostał Krasnal Odrzański. Nie znalazł zajęcia nie tylko po kilku dniach, ale również po paru tygodniach przesiadywał jedynie w karczmach. Pewnego dnia do Wielkiej Rady zgłosił się przedstawiciel dużych mieszkańców Wrocławia z niepokojącą wiadomością. Z mieszkań położonych głównie na Rynku zaczęły ginąć różne cenne przedmioty. Ślady włamania wskazywały na fakt, że złodziej musiał być niezwykle małych rozmiarów. Członkowie rady oburzyli się na sugestię, że złodziejem mógłby być krasnal, postanowili jednak zwołać posiedzenie i zaradzić problemowi. Kiedy o wszystkim dowiedział się Życzliwek postanowił działać na własną rękę. Na cały dzień zamknął się w archiwum udostępnionym przez Ossolinka i szukał śladów podobnych historii w przeszłości. Po wielu godzinach poszukiwań Życzliwek natrafił na coś co wprawiło go w prawdziwe osłupienie. Porwał jedną z ksiąg i popędził co sił do siedziby Rady. Historia jaką Życzliwek znalazł w krasnalowych archiwach u niejednego śmiałka wzbudziłaby niepokój. Okazało się, że do miasta został wpuszczony chochlik, który nie tylko nie waha się kłamać i podszywać pod krasnale, ale używa też groźnej magii, dzięki której zaskarbia sobie zaufanie otoczenia. Mądra księga dawała na szczęście radę jak poradzić sobie z niechcianym przybyszem. Należało użyć zwoju antymagii, starannie ukrytego w siedzibie Rady, który powstrzyma wpływ chochlika na krasnale, a następnie jak najszybciej złapać niebezpiecznego oszusta. Przeczucia Życzliwka i siła jego przekonywania na szczęście okazała się silniejsza od wpływu Chochlika Odrzańskiego. Udało się go złapać i naprawić szkody jakie wyrządził ludziom. Wielka Rada zdecydowała także, że Chochlik zostanie wtrącony do górskiej twierdzy by już nigdy nie był groźny dla krasnali i ich przyjaciół.