O 350. krasnoludkach i sierotce Radiowcu, czyli bajka o nowicjuszach

Wrocławskie krasnale skrupulatnie szykowały się do zimy, gdy nagle w świetle miejskich lamp stanęła grupa 22. nieznanych dotąd kapeluszników. Pracz Odrzański już miał zamykać sezon żeglarski na Odrze, Obieżysmak smażył ostatnie powidła na zimę – nikt nie przewidywał, że trzeba będzie powiększyć zapasy aż o 22. dodatkowe porcje!

Krasnoludzka brać jest niezwykle solidarna, a na straży tej wartości stoi krasnal Solidarek. Tym razem krasnal związkowiec musiał interweniować. Okazało się, że tak duża grupa niezapowiedzianych gości wywoła w mieście krasnali niezłe poruszenie.

Pewnego dnia, gdy słońce zaczęło chylić się ku zachodowi, Słupniki Solne wypatrzyły nadciągającą z oddali grupę czerwonych kapeluszy. Z początku wszyscy myśleli, że może to wycieczka szkolna lub przedszkolaki w czerwonych czapeczkach, ale już po chwili do krasnali dobiegły charakterystyczne dźwięki: „Hej ho, hej ho, do Wrocławia by się szło!”.

– Alarm, alarm, nadciągają nowi! – krzyczały Słupniki. Wszystkie krasnale zbiegły się wokół placu Solnego i z niecierpliwością nasłuchiwały odgłosów. – Mam nadzieję, że to będą rzemieślnicy, albo naukowcy. Brakuje nam krasnali inżynierów, którzy potrafią wykonywać ciężkie prace – powiedział krasnal Kowal. – Zgadzam się! Jeśli to kolejni artyści to nie wiem, czy będziemy mogli ich przyjąć – wtórował mu krasnal Ciężarowiec.

radiowiec4– A co to za buntownicze podejście?! – zdziwił się krasnal Solidarek. – Poczekajmy aż przyjdą i sami się zaprezentują. Nie możemy z góry kogoś wykluczać z naszej braci – dodał poczciwie. Grupa 22. nowych krasnali przywędrowała w akompaniamencie muzyki płynącej ze smyczków, fletów, oboi, klarnetów i trąbek. – Witajcie w mieście moi kochani – Solidarek przywitał wszystkich czule i poprosił o to, by wędrowcy powiedzieli o sobie coś więcej.

– Ja wraz z moją orkiestrą przybyliśmy do miasta, bo słyszeliśmy, że wybudowaliście piękne Narodowe Forum Muzyki. Chcemy się w nim zatrudnić. Oczywiście w charakterze muzyków – powiedziała dyrygentka. – No pewnie, każdy by chciał zarabiać na rozrywce, a pracować nie ma komu! – zakrzyknął Ciężarowiec. Solidarka przebiegł dreszcz. – Wypraszamy sobie! Ja i dwudziestu moich przyjaciół wykonujemy ciężką pracę. Nie tylko specjalizujemy się w muzyce klasycznej, ale możemy też zadbać o wasze sprzęty muzyczne – zaoferowała dyrygentka.

– No dobrze, to ma sens. Ale widzę, że oprócz 21. muzykantów mamy jeszcze jednego nieśmiałka – zagaił Kowal. – Ja nie chciałbym się narzucać, booo, boo, ja nie wiem czy będę dla was użyteczny. Ja jestem tylko radiowcem i nie potrafię nic więcej, prócz nagłaśniania muzyki i robienia wywiadów – nowy krasnal spuścił głowę, by nikt nie zauważył, że zaszkliły mu się oczy. Solidarek zauważył tę smutną minę i postanowił przypomnieć wszystkim, że przecież w byciu krasnoludkiem nie chodzi tylko pracę. Ważne są też zasady – przyjaźń, braterstwo i uczynność.

– Kochani, nad czym my w ogóle debatujemy? Idzie zima, musimy trzymać się razem. Poza tym, przypominam wszystkim, że razem z nowicjuszami będzie nas już 350 w całym mieście! Im nas więcej, tym łatwiej będzie nam zorganizować pracę. – Ma rację! Ma rację! – zaczęły krzyczeć poszczególne krasnale. I tak oto do krasnalej braci dołączyły krasnale Filharmonii Wrocławskiej Narodowego Forum Muzyki i krasnal Radiowiec, który stanął przy ulicy Karkonoskiej.