Kulinarne podróże Obieżysmaka

Jedzenie dla Krasnali to rzecz święta. Każdy posiłek jest celebracją krasnalowej natury obżartucha i nie ma znaczenia, co się je, o której godzinie i gdzie – jeśli pojawia się możliwość napełnienia żołądka, trzeba z niej skorzystać.

Prawdziwy Krasnal to taki, który ma wszystkie mięśnie na swoim miejscu, szczególnie ten, który odpowiada za trawienie. Poza tym Krasnale lubują się w najróżniejszych smakach, a dzięki Podróżnikowi wiedzą, co w światowych garnkach piszczy. Warunek jest jednak jeden: ma być pysznie, bez znaczenia, z którego zakątka kuli ziemskiej.

Obieżysmak postanowił sprawdzić, jak jego żołądek zareaguje na lokalne jedzenie. Nie od dziś wiadomo, że w okolicach Wrocławia jest mnóstwo gospodarstw, upraw, pasiek. Na samo wspomnienie tego kulinarnego ekobogactwa Obieżysmak robił się głodny. Krasnal doceniał, że we Wrocławiu powstaje mnóstwo ciekawych inicjatyw, które promują lokalne produkty. Denerwowało go tylko, że to wszystko dla ludzi, że dla niego jeden słoik miodu to zapas, który wystarczy na najbliższą dekadę. Nie było nigdzie krasnoludzkich porcji! Pajda świeżego chleba może i pyszna, ale wystarczy na trzech!

Nie zważając jednak na trudności, Obieżysmak przywdział sandały i odpowiednich rozmiarów sakiewkę i wyruszył na kulinarny podbój Browaru Mieszczańskiego, gdzie organizowany był Wrocławski Bazar Smakoszy (a jak wiadomo, każdy Krasnal jest Smakoszem, więc Obieżysmak był właściwym Krasnalem na właściwym miejscu). Pamiętał mądry Krasnal, że to miejsce bardzo przyjazne. Kto nie był, ten musi się dowiedzieć, że tuż przy wejściu na teren Browaru stoi wystawa ze zdjęciami wrocławskich Krasnali. I to nie byle jaka wystawa! Zdjęcia są ogromne, większe od ludzi, a to Krasnali naprawa ogromną pewnością siebie. Zadowolony Obieżysmak przyglądnął się chwilę wystawie, mruknął z aprobatą i słysząc burczenie w swoim żołądku, ruszył ku stoiskom z jedzeniem.

Sprawnie poruszał się pomiędzy stolikami ze świeżymi ziołami, przyprawami, pieczywem (ach ten zapach!), serami i wędlinami, warzywami z dolnośląskich upraw, miodami z regionalnych pasiek, ręcznie robionymi słodyczami… W brzuchu burczało coraz głośniej i uporczywiej. Tu soki, herbaty i kawy, tu ciasta, tu coś na słono… Wszystko, dosłownie wszystko! Obieżysmakowi zakręciło się w głowie.

Otrzepał się jednak zgłodniały Krasnal. Jeśli zjem wszystko, to polegnę, nie wstanę i tu zostanę, pomyślał. Sprawę trzeba było załatwić bardziej racjonalnie. Po pierwsze: pajda chleba zastąpiłaby mu śniadanie, drugie śniadanie, lunch, podwieczorek i kolację, a to przecież tyle posiłków, że szkoda na nie jednej pajdy. Krasnal rozważnie wspiął się więc na stolik i zobaczył, że na talerzyku leżą malutkie porcje do spróbowania przez gości Bazaru. Czmychnął więc prędko, niemal niezauważenie, chwycił szybko maleńki kawałek i już go nie było. Schował się za liśćmi świeżych bazylii i oregano i tam, po cichutku, ale w podniosłej atmosferze, wpałaszował kawałej świeżej pajdy. Odpoczął i stwierdził, że pierwszy głód już został zaspokojony, można degustować dalej.

Obieżysmak sprawnie lawirował więc między stoiskami. Tu urwał kawałek liścia sałaty, tu odgryzł trochę szparaga, pożyczył plasterek pysznej kiełbaski, spróbował suszonych owoców i domowych powideł. Biegał od stolika do stolika próbując tych wszystkich pyszności, by wreszcie móc stwierdzić, że pora na deser.

Trafił na stoisko pełne słodyczy: cukierki, lizaki, małe i duże! Babeczki, muffinki! Wszędzie cukier i lukier, zawrotu głowy można było dostać od kolorowych słodkości. Obieżysmak czuł się jak w prawdziwej bajce i tylko brak waty cukrowej przypominał mu, że wciąż znajduje się na ziemi. Prędko chwycił więc cukierka, schował do sakiewki. Poczęstuję Syzyfki, pomyślał, i niezauważenie pożyczył drugi karmelek. Sam skusił się na parę lizów kolorowego lizaka, który smakował trochę jak truskawki, trochę jak guma do żucia ze śmietanką. Mmmmm… Obieżysmak kochał słodycze. I mimo że jego brzuszek był już pełny, nie poddawał się i spróbował jeszcze kawałeczek czekoladowej babeczki. Z trudem zszedł ze stolika i schował się w kącie. Tam czekała na niego nakrętka pełna naturalnego soku jabłkowego. Wypił czym prędzej, odbiło mu się, poczuł że spełnił swój krasnalski obowiązek i należycie świętował obiad. I poznał kilku miłych, lokalnych sprzedawców, którzy zdawali się nie szczędzić okruchów i degustacji, jakby doskonale wiedzieli, że zjawi się tu mały skrzat. Następnym razem przyprowadzi tu więcej Krasnali, a co! Niech też popróbują. Kolejny Bazar już 27 lipca, również w Browarze Mieszczańskim, do tego czasu Obieżysmak obiecał sobie trzymać ścisłą dietę.

Szybko jednak o niej zapomniał, pałaszując w drodze powrotnej jednego, zachomikowanego cukierka.