Krótkie historie o życzliwości wśród krasnali

Krasnale to (zazwyczaj) życzliwe istoty. Czasami psocą, czasami bywają złośliwe, ale na końcu zawsze podają pomocną, skrzacią czapeczkę i służą radą. Jest taki dzień w roku, kiedy tę życzliwość świętują szczególnie – 21 listopada.

W skrzacim kalendarzu widnieje wiele ważnych dat i tym samym okazji do świętowania. Pierwszego czerwca krasnale obdarowują prezentami i dobrym słowem najzacniejszego z najzacniejszych w naszym mieście, czyli Papę Krasnala. Dwa miesiące później, drugiego sierpnia, świętują pojawienie się w stolicy Dolnego Śląska takich osobistości jak: Pracz Odrzański, Szermierz, Rzeźnik czy Syzyfki. A w przyszłym roku, w lipcu, na pewno hucznie będą obchodzić pierwszą rocznicę pojawienia się na ceremonii otwarcia na The World Games 2017 (a z nią związana jest pewna historia, którą opowiemy Wam później, Drodzy Czytelnicy).

Jednak szczególne znaczenie dla historii Wrocławia ma 21 listopada. To Dzień Życzliwości i urodziny najradośniejszego oraz najżyczliwszego Skrzata jednocześnie. Mówią, że od krasnala Życzliwka (bo o nim tu mowa) blask bije cały rok, a nad jego czapeczką zawsze świeci słońce. Przez swoją niewymuszoną życzliwość daje przykład nie tylko innym skrzatom, ale też Dużym Ludziom. W miejskich kronikach jest zapisanych wiele historii o dobrych uczynkach i skrzacio-skrzacich oraz skrzacio-ludzkich więziach. I z okazji 12. urodzin chcemy się z Wami podzielić kilkoma z nich.

Życzliwek i jego słonecznik

Kim byłby Życzliwek bez swojego słonecznika… No właśnie, kim? Na pewno wciąż byłby życzliwy – taka jego natura. On po prostu nie potrafi inaczej. Jednak jesteśmy prawie pewni, ba! nawet przekonani, że nie byłby tak radosnym i uśmiechniętym skrzatem. Żółta tarcza słonecznika, stale podążająca za Słońcem, daje mu mnóstwo radości, energii i szczęścia. Znacie takie uczucie, jakby ktoś wyłączył Was z prądu, tudzież wyciągnął Wam baterie i zabrał cały dobry nastrój? Nie? A Życzliwek zna. I niestety wiemy, co się z nim wtedy dzieje… Skąd? Otóż w historii miasta miał miejsce pewien drobny incydent…

O to, aby życzliwkowy słonecznik był zawsze świeży i piękny, na co dzień dbają koledzy z Paktu Zielonych. Pamiętacie ich, prawda?  Botanik, Ogrodnik i Kierownik, Narcyś i Hortuś, czyli Skrzaty ponad wszystko kochające roślinność i kolor zielony (ostatnio uratowały wiosnę w mieście). To oni doglądają tego żółtego kwiatka, pielęgnują, a kiedy przychodzi czas, wysyłają ów słonecznik na zasłużony odpoczynek i zastępują go nowym. Nie martwcie się jednak. Nie wyrzucają “zmęczonych” kwiatów. Te trafiają na Słoneczne Pole – tajemnicze miejsce gdzieś pod Wrocławiem.

Jednak pewnego dnia Pakt Zielonych ruszył w pościg za złym Chochlikiem i przepadł na kilka dni… I niestety życzliwkowy słonecznik zaczął więdnąć, a nasz skrzat razem z nim. Nad jego czapeczką zaczęły pojawiać się burzowe chmury. Na całe szczęście dostrzegli to kwiaciarze i kwiaciarki z Placu Solnego, którzy szybko ruszyli na pomoc krasnalowi, przynosząc mu świeże “promienie słońca”. I robili to do chwili aż Pakt nie wrócił (zwycięsko) ze swojej misji. To był jeden z tych momentów, kiedy ktoś bezinteresownie okazał pomoc naszym skrzatom. Szybko nadarzyła się okazja, aby się odwdzięczyć…

Kwiatowy kryzys

Tuż przed Dniem Mamy, w nocy z 25 na 26 maja, ze wszystkich kwiaciarni w mieście skradziono kwiaty. Nie został ani jeden zielony listek, ani jeden kolorowy płatek. Do dzisiaj nie wiadomo kto, a przede wszystkim dlaczego, dopuścił się tak haniebnego czynu. Znany nam dobrze stwór z odległej krainy uparcie – pod groźbą toporka KATnoludka – twierdził, że nic o tym nim nie wie, a za sprawą dotkliwej, botanicznej kary, “ma wstręt do kwiatów”. Zawiódł nawet nasz monitoring miejski w postaci przeważnie niezawodnych Słupników. Kwiaty przepadły. Pozostało jedynie ratować sytuację. Rano sprzedawcy, zastanawiali się, co powiedzą tym wszystkim ludziom, którzy przyjdą kupić bukiety dla swoich Mam… Wtem, jakby znikąd, wazon po wazonie, doniczka po doniczce zaczęły zapełniać się świeżymi, ciętymi kwiatami. Oczywiście nie same… Jeśli chodziłoby o każde inne miasto pomyślelibyśmy “Pewnie jakieś krasnoludki”, ale w przypadku Wrocławia wiemy to na pewno.

Afera czapkowa

I w końcu dotarliśmy do historii związanej  z The World Games. Pamiętacie, jak na wrocławskim stadionie wszyscy Duzi Ludzie  przez moment mieli szansę stać się krasnoludkami, zakładając kilkanaście tysięcy kolorowych czapeczek? A mało brakowało, żeby tak się nie stało. Za uszycie tych czapeczek odpowiedzialne było pewne krasnalowe trio (chcą zapomnieć o tym incydencie, dlatego nie zdradzimy Wam, kto to był…). Produkcja szła sprawnie i wszystkie czapeczki były gotowe na czas. A przynajmniej tak sądziła nasza krawiecka drużyna. Na jednej z pierwszych prób okazało się bowiem, że skrzaty owszem uszyły czapeczki, ale w… krasnalowym rozmiarze. Oszczędzimy Wam opisu zamieszania i bałaganu, jaki powstał, gdy kilka dni przed ceremonią ta pomyłka wyszła na jaw. Koniec końców każdy z uczestników dostał swoją czapeczkę. We właściwym rozmiarze. Jak to możliwe? Otóż, krótko mówiąc, czapeczki szył każdy kto tylko mógł. Każdy krasnal i każdy Duży Człowiek. W ruch poszły wszystkie maszyny do szycia i wszystkie igły z nitką w tym mieście.

Dlatego sami widzicie Drodzy Czytelnicy, Wrocław nie byłby tym samym miastem bez współpracy oraz wzajemnej życzliwości wszystkich mieszkańców – skrzatów i Dużych Ludzi.