Krótka historia o Niewypałku – skrzacie, którego sława wyprzedziła jego szybkie nogi

Opowiemy wam historię… Nie byle kogo i nie byle jaką. Usiądźcie wygodnie i poznajcie bliżej jednego z najbardziej zagadkowych krasnali w naszym mieście – Niewypałka. Skrzata, który był na ustach wszystkich zanim przybył do Wrocławia.

Krasnal… cóż…wygląda dosyć osobliwie. Na sobie ma piżamę, a na nogach sportowe buty. Jego pierś dumnie zdobi numer startowy. Zaś na głowie, poza tradycyjną skrzacią czapeczką ma latarkę. I możemy was zapewnić – daleko mu do tego, aby zostać pacjentem w szpitalu dla krasnali, którym troszkę pomieszało się w główkach (a jest taki – kiedyś wam opowiemy!). Pozostałe krasnale i mieszkańcy miasta z niemałym zainteresowaniem oraz z ekscytacją czekali na nowego skrzata. Wiadomo było tylko tyle, że przybędzie do stolicy Dolnego Śląska 17 czerwca, w  dniu startu 5. nocnego półmaratonu.  Do pewnego momentu nawet  jego imię udało się utrzymać w ścisłej tajemnicy. A musicie wiedzieć, że to, od chwili ujawnienia, wzbudziło niemałe zamieszanie wśród skrzaciej braci. Że o mieszkańcach Wrocławia nie wspomnimy. W tramwajach i w  autobusach.  W kawiarniach, w sklepach i na przystankach. Wszędzie zadawano sobie to samo pytanie:  “Dlaczego Niewypałek?!”. I drugie –  “Co ono ma wspólnego z bieganiem?”. No cóż, będziemy szczerzy – niewiele.

Niewypałek opowiedział nam co nieco o sobie. Zdradził nam, co kryje się za jego imieniem, a także, dlaczego wybrał to miasto. Opowiedział nam także, jak wyglądała jego podróż, jaki był pierwszy wrocławski krasnal, którego spotkał, a także czego, a właściwie kogo, szukał na ulicy Krupniczej…

Krasnal pochodzi ze skrzaciej krainy gdzieś na pograniczu Hiszpanii i Portugalii. Zdradził nam, że tak naprawdę nazywa się inaczej, a Niewypałek to pseudonim, który tak do niego przylgnął, że prawdziwego imienia już nie używa. Skąd zatem wzięło się to przezwisko? Otóż skrzat nie urodził się pod szczęśliwą gwiazdą. Choć co poniektórzy twierdzą, że jego dewizą było “co masz zrobić dzisiaj – zrób jutro”. I tak krasnal niejednokrotnie powtarzał klasę w skrzaciej szkole, wiecznie się z czymś spóźniał, uciekały mu autobusy, pociągi, nie dostał się od razu na studia… Po prostu cały czas coś “niewypalało”.

Z tym życiowym pechem jest związana jego największa pasja – bieganie. W pewnym momencie, od natłoku problemów, skrzat zaczął cierpieć na bezsenność. Nie pomagała melisa, ciepłe mleko ani liczenie baranków. Dlatego nasz nieszczęśnik postanowił wybiegać problemy. Jeszcze w piżamie, zakładał sportowe buty, na głowę nakładał latarkę i ruszał przed siebie. Z czasem bieganie stało się jego sposobem na życie. Maratony w Berlinie, Dubaju, Nowym Jorku, Tokio. Och, gdzie go nie było! Podczas jednego z biegów poznał Truchcię – uroczą krasnalkę z Wrocławia, która skradła jego serce. Wiedział wtedy, że musi się tam przeprowadzić. Oczywiście słyszał również, że do miasta wciąż zjeżdżają skrzaty z całego świata, a mieszkańcy kochają biegać. Zdradzimy Wam, że Niewypałek miał pojawić się w stolicy Dolnego Śląska już 5 lat temu. Sam dzisiaj nie potrafi powiedzieć dlaczego mu się to nie udało.

Jednak w końcu nadszedł moment przeprowadzki. Niewypałek wyruszył z Hiszpanii i biegł przez Francję, Szwajcarię, Niemcy, Austrię i Czechy. Wreszcie pod osłoną nocy wbiegł do Wrocławia. Przekroczeniu granicy miasta towarzyszyło duże uczucie ulgi. Tym razem zdążył na czas i wszystko… wypaliło. Na początku poznawał zachodnią część stolicy Dolnego Śląska. Obiegł Leśnicę i kierował ku ulicy Legnickiej. Mimo późnej pory mijał spacerujących i biegających ludzi. Wiedział już, że dobrze trafił. Latarka oświetlała mu drogę, a on wypatrywał swoich skrzacich kolegów. No i koleżanek. W końcu dobiegł do ulicy Lotniczej, gdzie spotkał krasnala drzemiącego przy maszcie telekomunikacyjnym. “Co za chrapcio” – pomyślał i pobiegł dalej. Był już na ulicy Legnickiej, gdy nagle postanowił skręcić w ulicę Rysią. Tam na jednym z podwórek, nieopodal trzepaka, spotkał uroczego skrzata. “Ależ osobliwy krasnal” – mruknął pod nosem Niewypałek. Fakt. Popowicjusz, bo tak ma na imię, stoi dumnie na głazie, na szyi ma aparat fotograficzny, a w ręku trzyma tabliczki wskazujące poszczególne dzielnice miasta. No i nie śpi! W taki sposób Niewypałek dowiedział się, że dotarł właśnie do geometrycznego środka Wrocławia. A stamtąd już niedaleko do Stadionu Olimpijskiego, a ja jeszcze bliżej do ulicy Krupniczej… Musicie wiedzieć, że to właśnie tam mieszka Truchcia. Skrzat czym prędzej dotarł w to miejsce. I co? No i nic…Truchci ani widu, ani słychu. Krasnal przebiegł całą ulicę kilka, jak nie kilkanaście razy, obiegł również okoliczne skwery i podwórka. Co gorsza, nikt nie wiedział, co się z nią stało. Mieszkała na tej ulicy – to prawda.  Widywano ją często jak biegała wokół Placu Wolności. Ale, czy wyjechała z miasta czy tylko zmieniła miejsce zamieszkania – tego nie wiedział nikt… Niewypałek tylko westchnął nad swoim losem i ruszył w kierunku Stadionu. Mimo że znowu coś mu się nie udało, cieszył się, że nareszcie przybył do miasta stu mostów. Wierzy, że pobyt tutaj przyniesie mu tylko szczęście. Jak tylko będziecie w pobliżu koniecznie się przywitajcie, a jeśli wiecie, co się stało z Truchcią koniecznie dajcie nam znać. Pomóżmy skrzatowi odnaleźć jego miłość!

Niewypałek za dnia mieszka koło trybuny zachodniej Stadionu Olimpijskiego. W miejscu, z którego startują maratończycy i półmaratończycy.  A nocą? Jest tam, gdzie go nogi poniosą.