Krasnalowe przygody na basenie, czyli jak Syzyfki chciały zażyć wodnego szaleństwa

Syzyfki wytarły pot z czoła i tak już mocno przemoczoną koszulką. Skąpały się w kurtynach wodnych ustawionych na wrocławskim rynku, trochę pomogło, ale słońce praży tak, że ubranie wysycha w zastraszającym tempie.

Chowanie się w cieniu niewiele pomaga. Bo może i słonce nie praży, ale nadal jest duszno. Co więcej, Papa Krasnal zabronił Syzyfkom pożerać kolejne porcje lodów. I nie pomógł nawet argument, że zgromadzony dzięki temu tłuszcz pozwoli zachować więcej ciepła w zimie, a do zimy przecież już tylko pięć miesięcy. Nic to, Papa Krasnal pozostał nieugięty. Na szczęście w kwestii orzeźwiającej lemoniady był mniej rygorystyczny.

Po krótkiej kąpieli przy wodnych kurtynach Syzyfki postanowiły pójść na basen i zażyć kąpieli połączonej z rozrywką. Było to o tyle łatwe, że jest we Wrocławiu gdzie popływać. Wskoczyły więc w wygodne sandały i popędziły prosto ze Świdnickiej do WakeParku. Grzecznie odczekały swoje w kolejce, by po chwili zanurzyć stopy w chłodnej wodzie.

Syzyfki szybko zorientowały się, że kąpiel to nie jedyna atrakcja, a chłodzić można się również w inny sposób. W WakeParku działają wyciągniki i można pofrunąć na desce! Sporty wodne to coś, co Syzyfki uznały, że polubią na pewno. Nie próbowały nigdy wcześniej, ale szaleństwo wodne na desce wyglądało bardzo kusząco. Nie robiąc sobie zupełnie nic z własnego, skrzaciego wzrostu, Syzyfki pognały do kolejki i przeciskając się między nogami oczekujących, zaszły prędko na sam początek. Jasne było, że na same na desce się nie utrzymają, a lot w powietrzu nie był jednak krasnalom na rękę. Zdecydowały szybko, że chwycą się mocno łydki pani w czerwonym stroju kąpielowym i popłyną jeden na jednej łydce, drugi na drugiej.

I popłynęli. Krasnale nie zdążyły się nawet obejrzeć, a już szybowały w powietrzu na wakeboardzie. Prędkość – zawrotna. W penym momencie deska mocno uderzyła o wodę, jeden Syzyfek puścił się łydki, prawie spadł. Na szczęście zdążył się jej ponownie złapać i szczęśliwie dopłynąć do brzegu. Wszystko fajnie, pomyślały krasnale, ale taki zastrzyk adrenaliny prawie ugotował dwa małe skrzaty. Zażyły więc szybko prysznica i popędziły na drugi koniec miasta.

Drugą połowę dnia postanowiły spędzić w Aquaparku. Tam miało być nieco spokojniej, Syzyfki były pewne, że przynajmniej nie będą latać w powietrzu.

Wpierw krasnale, dość rezolutnie, trafiły do strefy dla dzieci. Nuda – myśli Syzyfek. Kółka, deski, pływaczki, no wszystko fajnie, ale przydałoby się więcej rozrywki. Szybko więc przeniosły się do strefy rekreacyjnej. Krótki relaks w jacuzzi, kąpiel wśród fal, może jakaś piłka wodna? Zobaczymy.  Nagle jak nie pluśnie! Nie ochlapie! Opije się wody!

Syzyfki zamarły. Oto na wielkiej, wieeeelkiej oponie zjechał jakiś człowiek. To znaczy – nie była to typowa opona, ale wielkie dmuchane koło, tak wielkie, że ludzie ledwo byli w stanie utrzymać je w dłoniach. A co dopiero małe krasnale. Jednak wyzwania Syzyfkom niestraszne. Rezolutne skrzaty namierzyły prędko źródło chlupiącej wody. Okazało się, że na dmuchanych kołach można zjeżdżać z jednej ze zjeżdżalni! Myk myk, po schodach między ludźmi. Taka zjeżdżalnia na pewno jest mniej stresogenna, niż deska.

Syzyfki zadarły głowy do góry. Mamy problem – rzekł jeden. Zjeżdżalnia dostępna jest dla osób, które mają więcej, niż metr wzrostu. Zamyśliły się skrzaty. Postanowiły wejść jeden na drugiego, ale niewiele to dało, nadal miały łącznie co najwyżej pół metra, a to i tak tylko dlatego, że na chwilę przestały się garbić.

Sytuacja nie była wesoła, no bo jak tu popłynąć, jak dmuchane kółka takie wielkie, a krasnale takie małe. A na ludzi wskoczyć nie bardzo jest jak… Drugi Syzyfek zamyślił się smętnie i już miał odczuwać rezygnację, gdy wpadł na pewien pomysł. A może by tak do kółka przywiązać sznurówkę i poczekać, aż ktoś zjedzie? A my wtedy na brzuchu za nim? Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Zadowolone Syzyfki przewiązały sznurówkami kółko, na drugim końcu zawiązały pętelkę, którą mocno chwyciły. Poczekały minutę i w końcu ktoś zdecydował się zjechać. Szybkie wejście na brzeg zjeżdżalni, odpowiednia pozycja i fruuuu…!!! Popłynęły na brzuchu. Śmiały się do rozpuku aż do pierwszego zakrętu, kiedy to kółko wpadło w poślizg, a krasnale w obrót tuż za kółkiem. Uderzyły o ścianę zjeżdżalni i trochę się poobijały. Przestało być wesoło, Jeden Syzyfek ze strachu opił się trochę wody. Szybkie chlust i na szczęście już były w dolnym basenie. Spojrzały na siebie i zgodnie stwierdziły, że zjeżdżalnia owszem, wspaniała, ale mając tak bardzo krasnali wzrost, chyba nie ma co się narażać…

Wróciły posłusznie do basenu na zewnątrz i przysiadły na brzegu. Dobrze, że mają miękkie brzuchy, przynajmniej lądowanie było bezpieczne. Papa Krasnal nie zabroni im więcej lodów.