Krasnale na jarmarku witają wiosnę

W norce Pani Krasnalskiej panował rejwach nie do opisania. Zebrały się tu wszystkie krasnalice, by wziąć udział w corocznych przygotowaniach do nadejścia wiosny. Pan Krasnalski zmył się cichutko do „Mysiej dziury”, mrucząc pod nosem coś o darciu pierza, ale jak zwykle nikt na niego nie zwrócił uwagi. Krasnalice zaś usiadły wygodnie za dużym kuchennym stołem i radośnie szczebiocząc wzięły się do roboty. Jak nakazywał prastary obyczaj, musiały wykonać całą górę śmierdzioszków-capioszków – tradycyjnego krasnoludzkiego przysmaku, o którym lepiej nie wiedzieć, z czego jest zrobiony. Farsz, doprawiony osobiście przez Panią Krasnalską, gnuśniał już od kilku tygodni w piwnicy, roztaczając wokół wielce aromatyczne wonie. Na znak dany przez gospodynię, wszystkie krasnalice zabrały się ochoczo do lepienia kluseczek.

A słyszałyście, moje drogie, o tym jarmarku, co to na dniach ma się na Nowym Targu odbywać? – zręcznie zagaiła Truchcia.

Co? Gdzie? Kolejny jarmark? No… dla nas to wieść dobra, jak zwykle pewnikiem będzie masa odpadków! – ucieszyła się Marysia Pięknisia.

Podobno mają tam sprzedawać wyłącznie świeże produkty – mruknęła Pani Krasnalska – a skoro tak to nic tam po nas… Chyba tylko, żeby pozbierać i zaś później skonsumować.

A to czemu? – zacietrzewiła się Marzenka – Pani Krasnalska, z pani to jest straszna tradycjonalistka! Może tam jakieś nowości będą, nowe przepisy! Może pyszności jakoweś! Moglibyśmy coś wreszcie zmienić w naszej diecie!

Młódka jeszcze z ciebie! – fuknęła Pani Krasnalska zamykając okno, bo jakościś po podwiązkach jej ciągnęło – To i nie pamiętasz, że…

I tu głos się urwał. Syzyfki przycupnięte pod parapetem nie usłyszały już nic więcej.

Tyyy… Słyszałeś? Powiedziała: P Y S Z N O Ś C I! – szepnął pierwszy Syzyfek.

Nooo… – przytaknął drugi.

I powiedziała: O D P A D K I! Powiedziała, co nie?

Nooo…

Wiesz – pierwszy Syzyfek poczochrał się po kudłach, cudem jakimś upchniętych pod krasnoludzką czapką, zwaną hejkum tejkum. – To ja myślę, że my tam powinniśmy pójść!

Nooo… – drugi Syzyfek kiwnął głową tak mocno, że aż pacnął czołem o kostkę brukową.

Jak na rozkaz obaj zerwali się na równe nogi i pognali kłusem, żeby zobaczyć nowy jarmark.

Ach, czegóż tam nie było, na tym nowym jarmarku! I sery, i wędliny, i owoce tak świeże, tak błyszczące w słońcu! Lady pełne dóbr wszelakich, uginające się pod ciężarem rumianych chlebów, wędzonych ryb i dorodnych szynek! Syzyfki zaniemówiły na dobrą chwilę (co niezwykle rzadko im się zdarza), a potem wymieniwszy szczwane spojrzenia chyłkiem przemknęły w stronę stoisk. Jakże apetycznie pachniało! Wydawało się, że zapachy materializują się w powietrzu i delikatnymi dłońmi o wysmukłych palcach ciągną syzyfkowe nosy we wszystkie strony na raz…

Trwało to jednak chwilę, ułamek chwili zaledwie, a już łakomczuchy rzuciły się między stragany. Korzystając z tłoku i zamieszania częstowały się gdzie i czym tylko mogły, wykorzystując pełnię swego sprytu. Tu niepostrzeżenie strąciły pod ladę niedużą gomółkę sera, tam porwały pęto kiełbasy; nie oszczędziły też stoiska z przyprawami, gdzie zaopatrzyły się w torebeczkę czuszki. Nie miały oczywiście pojęcia, co to za specyfik, ale kolor im się spodobał. Przyprawa została skonsumowana w pośpiechu, między pajdą chleba ze smalcem a kilkoma łykami kwasu chlebowego i paroma suszonymi owocami…

Późnym wieczorem Syzyfki siedziały najedzone pod parapetem okna Pani Krasnalskiej.

Tak mi jakoś dziwnie w środku – mruknął pierwszy Syzyfek, wiercąc się niespokojnie.

Nooo… – bulgotanie w brzuchu drugiego Syzyfka spłoszyło gołębie z pobliskiego dachu.

I niedobrze mi… – stęknął pierwszy Syzyfek. – Oj, jak niedobrzeeee…

Nooo…

Ojejej…

– Nooo…

Jęki i bekania wywabiły z norki Panią Krasnalską.

A cóż wam to chłopcy? – zaniepokoiła się krasnalica. – Brzuchy was bolą? Co jedliście basałyki? Tylko prawdę mi tu gadać, jak na spowiedzi!

Oj, jak boli, oj, boli!!! – jęczał pierwszy Syzyfek – My tylko, tego, my na tym nowym jarmarku byli i się trochu częstowali… ale tylko trochu.. słowo, nie dużo tego było, tak tylko, żeby popróbować, co to ludzie jadajo…

Nooo…

Pani Krasnalska wzięła się pod boki i zaczerpnęła głęboko powietrza.

Podsłuchiwaliście! – ryknęła – Musieliście podsłuchiwać, skoro wiedzieliście o jarmarku!

No, my tego… Pani Krasnalska, niech się pani nie gniewa! Oj, jak boli, jak boli! Jak wy taką tajemnicę z tego robicie, to aż się prosi, żeby podsłuchać, nie? – Tu pierwszy Syzyfek beknął dźwięcznie.

Nooo… – jęknął potwierdzająco drugi.

A to już nie łaska było podsłuchać do końca, matołki jedne? – Pani Krasnalska nie zamierzała najwyraźniej żałować łapserdaków.

Pani Krasnalska, my by podsłuchali, ale jak, skoro szanowna pani zatrzasnęła okno i odcięła nam dostęp do wiedzy? – jęczał pierwszy Syzyfek trzymając się oburącz za wzdęte brzuszysko.

Bezczelność smarkacza usunęła z Pani Krasnalskiej potencjalne współczucie do cna.

Ach tak? – syknęła złowieszczo – to ja wam teraz rąbka tej wiedzy uchylę! To jest jarmark produktów świeżych! A nam, krasnalom, nie wolno jeść produktów świeżych, bo mamy inaczej zbudowane żołądki i nie trawimy świeżości. Bardzo dobrze, że bolą was brzuchy! To jest jednoznaczna rekomendacja, że na tym jarmarku na prawdę są świeże produkty!

To powiedziawszy prychnęła, odwróciła się na pięcie i zostawiła delikwentów ich własnemu losowi. A nie był on łaskawy, o nie! Bo gdy następnego dnia krasnale czciły nadejście wiosny zajadając się wspaniałymi śmierdziuszkamicapioszkami, Syzyfki musiały trzymać ścisłą dietę i tylko obeszły się smakiem.

Autorką bajki jest Anatema.