Grajek i Meloman

ul. Oławska 11

Zagłosuj na mnie:

243

Wierna para przyjaciół, których przed laty połączyła miłość do muzyki. Mimo braku predyspozycji, od lat pielęgnują swoje domniemane talenty muzyczne, racząc przechodniów wiązankami najpopularniejszych krasnalowych kompozycji.

dnym talentem przechodnie nie muszą już przyśpieszać kroku, ani wkładać sobie do uszu waty.Ich przyjaźń sięga niepamiętnych czasów, w których to od miasta do miasta dziedzińcami podróżowali wędrowni bardowie. Jeden z nich, wybitny krasnoludzki kompozytor i pieśniarz, niejaki Beth Hoven, przybył pewnego razu do miasta Wratislavia, by dać serię koncertów dla tutejszych krasnali. Zachwycone jego talentem krasnoludki gromadziły się tłumnie w miejscach występów, a pod sceną panował za każdym razem tłok tak wielki, że tylko najwytrwalsi miłośnicy muzyki mogli słuchać mistrza z bliska. Występy Hovena w szczególny zachwyt wprawiły dwóch, młodych wówczas krasnalików, którzy postanowili zgłębić tajniki muzyki i pobierać lekcje u samego mistrza. Opłacony hojnie bard zgodził się zostać w mieście trochę dłużej, by nauczyć ich sztuki grania na instrumentach, śpiewu i komponowania muzyki. Jak się jednak szybko okazało, Meloman cierpiał na wadę słuchu a Grajek na wadę wymowy. Jakby tego było mało, oba krasnale wyczucie muzyki miały mniej więcej takie, jakby po ich uszach przemaszerowało stado słoni. Pełen dobrych chęci Hoven wychodził więc w siebie i dokładał wszelkich starań, aby młodych miłośników muzyki nauczyć czegokolwiek. Wysiłki mistrza na niewiele się jednak zdały, bo choć dwoił się on i troił, Meloman nie był w stanie zagrać na żadnym instrumencie najprostszej choćby nuty, a Grajek zawodził wciąż niemiłosiernie. Sfrustrowany bard, znalazłszy się na granicy załamania nerwowego, spakował instrumenty, i pewnej ciemnej nocy chyłkiem czmychnął z miasta. Ponoć nigdy więcej nie zawitał już we Wrocławiu, o co krasnale przez długi czas miały do naszych bohaterów cichy żal. W całym mieście tylko oni dwaj nie mieli zielonego pojęcia, jaka mogła być przyczyna niespodziewanego zniknięcia wielkiego barda. Niezrażeni nagłą utratą nauczyciela, postanowili pobierać lekcje u miejskich grajków, którzy jednak z nieodgadnionych powodów wymawiali się wciąż brakiem czasu lub umiejętności pedagogicznych. Nie zniechęciło to jednak młodych muzyków, którzy wierząc w swój twórczy potencjał wyruszyli w drogę, aby muzyczne doświadczenie zdobywać w szerokim świecie.

Choć losy ich artystycznych wojaży nie są do końca znane, wiemy jedynie, że do miasta powrócili po latach jako krasnale całkiem już majętne. Złośliwi twierdzą, że nie ma tym nic dziwnego, bo przecież każdy krasnal zapłaciłby dowolną cenę, byle tylko przestali grać… Inna nieżyczliwa plotka głosi natomiast, że zarobione pieniądze otrzymywali oni za niezwykłą skuteczność w przepędzaniu z miasta myszy i szczurów.

Po powrocie z wielkiego świata Grajek i Meloman uznali, że ich wędrowna twórczość dojrzała już wystarczająco, a oni sami mogą wreszcie osiąść w mieście na stałe. Swoimi talentami raczą współcześnie przechodniów na ul. Oławskiej, gdzie usytuowali się przed witryną kwiaciarni. Obdarzony niezmąconą wiarą w swój nieprzeciętny talent Grajek zawodzi rzewnie i gra na mandolinie, a niezdolny do gry na żadnym instrumencie Meloman wtóruje mu rytmicznym mruczeniem.

Czytaj więcej