Gołębnik

rynek Ratusz 2

Zagłosuj na mnie:

307

Krasnale nigdy nie opanowały sztuki konstruowania najprostszych choćby maszyn latających. Nie musiały; mieściły się przecież doskonale na ptasich grzbietach…

W dawnych czasach ptasie loty stanowiły dla krasnali najszybszy sposób podróżowania. Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że podniebne eskapady to rzecz łatwa lub przyjemna. Ujarzmianie ptasich grzbietów to sztuka, której opanowanie wymaga lat praktyki i wrodzonych predyspozycji. W czasach, gdy gołębie grzbiety stanowiły dla krasnali najszybszy środek transportu, zawód „gołębiarza” cieszył się powszechnym uznaniem. Gołębiarze skupiali się w cechy, biorąc na nauki młodzików. Szkolenie trwało latami i nie zawsze kończyło się sukcesem. W taki właśnie, tradycyjny i sprawdzony sposób, swoje nauki pobierał krasnal Gołębnik. Przez lata terminował on u mistrza Barnaby, najlepszego na Dolnym Śląsku ptasiego lotnika. Dostrzegając potencjał w młodym krasnalu, mistrz postanowił przekazać mu całą wiedzę, jaką sam posiadał. Nauka u mistrza Barnaby była wówczas nie lada wyróżnieniem i powodem do dumy. Gołębnik radził sobie doskonale i szybko zasłynął jako jego najzdolniejszy uczeń. Zanim dostał pod opieką swojego pierwszego gołębia, przewoził na ptasich grzbietach listy z miasta do miasta, doręczał przesyłki lub przekazywał wiadomości.

Od najmłodszych lat cichy i zadumany, najlepiej czuł się na łonie natury i wśród zwierząt. Szybko zaprzyjaźniał się z miejskimi ptakami, a szczególną sympatią darzył właśnie gołębie. Rozróżniał ich nastroje i traktował z niezwykłą łagodnością. Nic więc dziwnego, że ptaki z łatwością pozwalały mu dosiadać swoich grzbietów i ulegle wykonywały wszystkie polecenia. Trzeba bowiem dodać, że latanie z pasażerem to dla ptaków nie lada wysiłek – zrobią więc wszystko, aby strącić se swoich skrzydeł nieproszonego gościa. Niejeden krasnal przypłacił swoją chęć latania złamanymi kończynami. Gołębnik znany był jednak z tego, że nigdy nie spadł z ptasiego grzbietu.

Złote czasy dla gołębiarzy skończyły się wraz z rozwojem kolei. Los cechu przypieczętowało jednak ostatecznie wynalezienie samolotu i upowszechnienie lotnictwa pasażerskiego. Podróże samolotami nie wymagały żadnych specjalnych umiejętności, a sprytne krasnale bez problemu przemycały się na pokład bez okazywania paszportu. Podróżowanie stało się więc łatwe, szybkie i ogólnodostępne. Podniebne wojaże przeszły więc szybko do lamusa, z czego najbardziej chyba cieszyły się gołębie. Chętnych do pobierania nauk u dawnych mistrzów było coraz mniej, więc wiedza o unikalnej sztuce ptasich lotów powoli zanikała.

Gołębnik mia jednak w głębokim poważaniu wszelkie technologiczne nowinki i udogodnienia, ani przez chwile nie myśląc nawet, że mógłby zrezygnował ze swojego zajęcia. Dziś jest on już ostatnim na Dolnym Śląsku krasnalem, który wciąż podróżuje a ptasim grzbiecie.

Oczywiście najłatwiej można go spotkać na Placu Gołębim, gdzie w danych czasach zbierali się ptasi lotnicy. Ląduje często na parapecie restauracji Spiż, gdzie odpoczywa w cieniu wraz ze swoim gołębim przyjacielem. Widywany jest często wśród stad miejskich ptaków, kiedy czyści im piórka lub uwalnia łapki z plątaniny sznurków i resztek foliowych toreb. Jeśli pojawicie się przypadkiem na Rynku i nie zastaniecie go na parapecie Spiżu, unieście wysoko głowę lub rozejrzyjcie się uważnie dookoła – być może przytupnął właśnie w cieniu, w otoczeniu swoich ptasich przyjaciół.

Czytaj więcej