Jak nowy krasnal przyleciał do Wrocławia

Dawno, dawno temu… Za siedmioma górami, za siedmioma lasami i za siedmioma rzekami znajdowała się mała wioska. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że żyły w niej krasnale. Te bajkowe stworki cechowały się ogromną kreatywnością i ciekawością. Wielu z nich opuściło swoją „ojczyznę”, by na własne oczy przekonać się, jaki naprawdę jest świat ludzi. Słyszeli o nim dużo, jednak tylko najodważniejsi zdecydowali się do niego wybrać…
O świcie, kiedy słonko lekko wynurzyło się zza horyzontu, jeden z krasnali szybkim krokiem podążał do swojej pracowni. Słyszał co nieco o jakimś da Vinci, braciach Wright i Clémencie Ader. Sam zapragnął stworzyć swój własny samolot.
– Jeszcze tylko kilka poprawek i wzbiję się w powietrze – wyszeptał sam do siebie. Zaczął biec, gdyż nie mógł doczekać się widoku swojego dzieła.

Z warsztatu dobiegały tylko trzaski i stukanie. Inne krasnale czekały pod drzwiami. Nie wiedziały, nad czym pracuje ich kolega i co zajmuje mu całe dnie.
– Może postanowił dopracować swojego robota, który miał pomóc Piekarzowi w pracy? – zapytał Nieśmiałek.
– Nie, to nie to. Ja myślę, że tym razem zajmuje się wynalazkiem, który pomógłby naszemu Lekarzowi – z pewnością w głosie powiedział Piekarz.
– A może… – zaczął znowu Nieśmiałek, lecz nie dokończył swojej myśli, gdyż w tej chwili wrota warsztatu otworzyły się. Wszystkie krasnale zamarły przez chwilę. Nigdy w życiu nie widziały takiej maszyny!

– I jak wam się podoba? – zapytał nasz krasnal konstruktor. Duma go rozpierała, więc jak najszybciej chciał usłyszeć słowa zachwytu. A tu cisza. Ta okropna cisza go dobijała. Nie zwrócił uwagi na zdziwione twarze swoich kolegów.
– Pokażę wam, jak to naprawdę działa. Chodźcie! – krzyknął, by usłyszeli wszyscy mieszkańcy wioski.

Chwilę później wszyscy byli już na pobliskiej polanie. Maszyna do latania powoli rozpędzała się, by za chwilę unieść się w powietrze. Krasnale osłupiały.
– Dzięki temu wynalazkowi mogę latać jak ptak! – krzyknął wynalazca – Żegnajcie Przyjaciele! Wrócę do Was i powiem jak było w wielkim świecie!

Leciał już kilka godzin, na dole widział ogromne domy, drapacze chmur, piękne światła i roześmianych ludzi. Postanowił wylądować.
– Co to jest? – zaczął się zastanawiać. Nie wiedział, co to za miejsce, do którego ludzie wchodzili, a za jakiś czas wychodzili z torbami pełnymi pięknych rzeczy.
– Borek – przeczytał. Borek, Borek… Postanowił wejść, by się przekonać. Z ciekawością rozglądał się po wnętrzu tej budowli, dla niego – ogromnej budowli. Było w niej mnóstwo pięknych ubrań, kosmetyków w przepięknej palecie barw i słodkości, które mógłby zjeść samymi oczami. Już patrzenie na nie powodowało uśmiech na jego twarzy.
– Muszę wrócić do wioski i powiedzieć pozostałym, co tutaj zobaczyłem – powiedział. Wziął ze sobą kilka drobiazgów, by nie obciążać zbytnio swojego wynalazku…

– Kochani, nie zgadniecie! – brzmiały jego pierwsze słowa – W takim pięknym, cudownie rozświetlonym mieście pełnym uśmiechniętych ludzi jest taki sklep. Mam dla Was kilka podarków. Skosztujcie!
Wyciągnął tabliczkę czekolady tak delikatnej i pysznej, że po chwili nie został ani jeden okruszek.
– Chcę tam wrócić. Jeśli chcecie, ktoś z Was może polecieć ze mną – zaproponował.

Krasnale zaniemówiły. W głębi duszy każdy chciał zobaczyć to, co widział ich kolega wynalazca. Problem był jeden: strach przed tęsknotą. Całą noc w wiosce paliły się świeczki i było słychać ciche szepty. Aż do rana…

– To kto leci ze mną? – to pytanie padło o wschodzie słońca. Krasnale spoglądały na siebie z przerażeniem i ciekawością.
– Ja chcę! – wyrwał się nagle najmłodszy z całej społeczności – Polecę z tobą, bo chcę zdobyć świat.
Pożegnali się z pozostałymi i po chwili wzbili się w górę.

Po przylocie do Wrocławia (bo tak nazywało się miejsce ich przeznaczenia) ponownie wylądowali koło Borka. Zatrudnili się w centrum i pomagali obsłudze w codziennej pracy. W zamian mogli tam spać, jeść i bawić się od świtu do wieczora. Kiedy zatęsknili za najbliższymi, wracali do swojej wioski. Wiedzieli, że zawsze mogą wrócić do swoich ziemskich przyjaciół.

Chcieli wrócić, by poznać swoje imiona nadane im przez ludzi. Gorąco wierzyli w to, że za jakiś czas symbolicznie zaczną swoje życie od nowa.