Impreza powitalna u Krasnali [bajka]

spadochron

Chris/ CC by 2.0/ flickr.com

Daleko, daleko od centrum miasta, na pewnym zielonym osiedlu, wylądował mały skrzat. Spadając z nieba obił się o trzy balkony, zahaczył swoim spadochronem o geranium i zawisł na doniczce. Posiniaczony skrzat zgubił czapkę i plecaczek, a że był malutki to długo nikt nie mógł dosłyszeć jego cichutkiego wołania: „pomocy, pomocy! Chlip Chlip”. Popłakiwał mały spadochroniarz.

Kiedy już myślał, że nikt mu nie pomoże, w ciągu dnia na osiedlu zaczęło się coś dziać. Wiatr hulał, a tuż obok wiszącego na balkonie skrzata zaczęli biegać ubrani na niebiesko ludzie. Hałasowali, chlapali farbą, podawali sobie cegły, a spadochroniarz patrzył jak wszystkie budynki wokół niego zaczynają rosnąć. Zafascynowany tym jak szybko ludzie uwijają się przy pracy, spadochroniarz nawet nie zauważył jak jeden z robotników chwycił go za czaszę spadochronu i uniósł do góry.

 

– AAAaaaa! Co robisz?! Ostrożnie, mogłem się połamać! – krzyknął skrzat.

– Przepraszam, myślałem że to pajęczyna, chciałem ją strącić. Tymczasem to… – murarz spojrzał pytająco na ubranko skrzata.

– Człowieku, spadochronu nie poznajesz?! Z choinki się urwałeś, czy jak? – żachnął się skrzat

– Jest taki malutki, że ciężko go dostrzec. Jeszcze mniejszy od Ciebie. Kim właściwie jesteś?

– Hmmm, jestem… jesteeem… – przeciągał odpowiedź skrzat.

– Wrocławskim Krasnalem? – zapytał niecierpliwie murarz.

– Eh, nie pamiętam. To chyba przez ten upadek.

– Wzrostem przypominasz krasnala, ale nie przypominam sobie, żebyśmy mieli takiego w mieście… Może czegoś potrzebujesz, może trzeba ci pomóc?

– Wiesz człowieku, wydawało mi się, że miałem ze sobą plecak. Widziałeś go gdzieś?

– Nie widziałem. Mogę go później poszukać, jeśli chcesz. Teraz jednak muszę wracać na plac budowy. Nasza fontanna nie działa.

– Fontanna? Zabierz mnie ze sobą. Nigdy nie widziałem żadnej fontanny. Opowiedz mi o niej koniecznie.

Murarz położył skrzata na ramieniu i zabrał go ze sobą do nieczynnej instalacji. Opowiedział małemu przybyszowi o tym, że z dysz, które wyglądają z ziemi powinna tryskać woda. Wokół powinny bawić się dzieci, a mieszkańcy osiedla mogliby wtedy szukać przy fontannie ochłody.

– Taki wynalazek! To wasza fontanna to coś takiego jak system irygacyjny, albo akwedukty. Powiedz co uprawiacie na waszej ziemi. – zapytał z namysłem skrzat.

Murarz buchnął gromkim śmiechem.

– Hahaha! Widzę, że znasz się na budowlance, kolego. Ale muszę cię rozczarować, fontanny nie służą do nawożenia ziemi.

– To do czego?

– Do ozdoby. Do tego, żeby było piękniej i chłodniej latem. Ale dość tego gadania, czas obejrzeć całą instalację. Choć, pokażę ci rury, którymi płynie woda. Może uda się nam odkryć, co jest przyczyną tego, że fontanna nie działa.

Murarz pokazał skrzatowi całą sieć kanałów, kanalików, rur i dopływów i sam rzucił się w wir pracy.

– Oh, nie! Od tego uciekałem, znów chcecie mnie usidlić! – zakrzyknął skrzat i zaczął szarpać się w kierunku wyjścia.

– Krasnalu, uspokój się! Co w ciebie wstąpiło?

– To labirynt! Znów chcecie mnie w nim zamknąć! – Skrzat starał się dokuśtykać do wyjścia, ale w połowie drogi spod jego podartego spadochronu wychyliło się połamane skrzydło.

– Skrzacie, siadaj natychmiast. Musisz wrócić do zdrowia. Masz połamane skrzydło i spójrz, mam dla ciebie coś. To chyba plecak, którego szukałeś? – Murarz wskazał na pękaty worek, który wyraźnie zatykał jedną z głównych rur.

Robotnik podszedł do instalacji i kilkoma ruchami wydobył z wnętrza rury plecak skrzata. W tym samym momencie w fontannie coś brzękło, stuknęło a na powierzchnię wydobył się strumień wody.

– Piękna ta wasza fontanna. Niesamowicie piękna. Muszę cię przeprosić, człowieku, że ci nie ufałem. Dziękuję ci za plecak, ale nie wiem czy w czymkolwiek pomoże. Widzisz, ja nie pamiętam kim jestem, ani skąd pochodzę. Pamiętam jedynie, że uciekałem z labiryntu, aż w końcu wylądowałem tutaj.

– Niczym się nie martw. Tutaj ci nic nie grozi. Mamy tu takich jak ty. Nazywamy ich krasnalami. Jesteś do nich łudząco podobny, może więc chciałbyś tu zostać?

– A czym się zajmują te krasnale?

– Każdy czym innym. A ty na czym się znasz?

– Nie pamiętam.

– No tak, no tak. Posłuchaj… – powiedział murarz – może w takim razie otworzymy plecak, opatrzymy twoje skrzydła i zastanowimy się na spokojnie co ci doradzić.

Skrzat przystał na ten pomysł. Wydobył ze swojego plecaka mnóstwo pierza, map, rysunków technicznych, cyrkli, ołówków, kalkulator, linijki. Załamany opadł na krzesło.

– Nie mam pojęcia czym się zajmowałem i dlaczego tu wylądowałem. – rzekł zrezygnowany skrzat.

– Wiesz, a mnie to coś przypomina… Mówiłeś, że fontanna przypomina ci dawne systemy do nawadniania ziemi, a więc znasz się na budownictwie. W dodatku masz w plecaku mnóstwo map i rysunków architektonicznych… Coś mi świta, ale zapytamy naszych mieszkańców, oni na pewno wpadną na to czym się kiedyś zajmowałeś i dadzą ci imię. Będziesz mógł wtedy dołączyć do innych krasnali!

– Naprawdę? Byłoby wspaniale – zakrzyknął skrzat.

Murarz zrobił tak, jak obiecał. Wszyscy mieszkańcy zastanawiali się jaka mogłaby być historia skrzata i jak dać mu na imię. W końcu się wyjaśniło. Udało się poskładać kilka tropów w jedną całość. Wrocławianie przypomnieli sobie stary mit o Dedalu i Ikarze, czyli ojcu i synu, którzy uciekali z labiryntu na własnoręcznie zrobionych skrzydłach. Dedal – był bardzo poważanym konstruktorem, takim współczesnym architektem i posklejał te skrzydła z pierza. Skrzydła były dla nich jedyną szansą na opuszczenie labiryntu. Były jednak niedoskonałe. Pod wpływem ciepła łatwo mogły się rozkleić, dlatego Dedal zabronił synowi latać zbyt wysoko. Obawy ojca były słuszne. Ikar uniósł się zbyt wysoko, przez co słońce rozkleiło jego skrzydła. Historia nowego przybysza wydała się być mieszkańcom Wrocławia łudząco podobna, dlatego mały skrzat – aspirujący krasnal – jako, że odznaczał się wyjątkowymi umiejętnościami rasowego budowniczego, otrzymał imię Dedaluś i zamieszkał na nowym wrocławskim osiedlu.