Filmowe dąsy krasnali

Był wczesny lutowy ranek. W Podziemnym Świecie Krasnali panowała grobowa cisza. Zwykle o tej porze tętniło tu życie; każdy biegał w Ważnych Sprawach, każdy miał Wiele Do Zrobienia. Teraz w ciszy powietrza czuło się smutek, niedowierzanie i rezygnację.

W poprzedni wieczór wszystkie krasnale zgromadziły się przed telewizorami, by razem oglądać oskarową galę z nadzieją, że tym razem zostaną wreszcie docenieni ich bracia, zajmujący się twórczością filmową. Lecz znowu nic! Po raz ostatni krasnale otrzymały statuetki w 1939 roku za wspaniałe kreacje w „Królewnie Śnieżce i siedmiu krasnoludkach”, wyprodukowanej przez wytwórnię Walta Disneya. Było to siedem, zagranych z wielką klasą, ról pierwszoplanowych. Dla wszystkich było oczywistym, że ta naiwna lala, tak łatwo omamiona przez czarownicę, stanowiła tylko tło, na którym błyszczała odwaga, bohaterstwo i szlachetne, choć nieco skomplikowane osobowości krasnali. Jakaż to była radość, jakie wiwaty! Świętowaniu i biesiadom nie było końca! Wkrótce potem Arcik Podróżnik, jako delegat wrocławskich krasnali, udał się w delegację do Hollywood, mając za zdanie osobiście złożyć gratulacje laureatom.

Od tego czasu, zdałoby się, nastała zła passa dla filmowej twórczości krasnali. Niczego w zasadzie nie zmieniły dwie wysokobudżetowe produkcje: Indiana Krasnal i Poszukiwacze Zaginionego Sera oraz Władca Pierścieni: powrót Krasnala. Oba obrazy, zrealizowane z rozmachem, nie doczekały się niestety uznania Członków Amerykańskiej Akademii Filmowej. Wśród krasnali zaczął dominować pogląd, że bezpowrotnie skończyły się czasy ambitnych filmów, że króluje łatwostrawna papka dla odbiorców, którym nie zależy na głębszych doznaniach. W tym roku jednak znów zasiadły przez telewizorami z ponowną nadzieją na sukces. Oto wśród nominowanych znalazł się kolejny z cyklu filmów akcji z Krasbondem w roli głównej.

Dla niewtajemniczonych: Krasbond to superkrasnal, wykonujący niebezpieczne misje, ratujące świat. Zaskakująco wygimnastykowany, pomimo przysadzistej sylwetki z widocznie wystającymi krągłościami, zawsze szarmancki wobec krasnalic, niezmiennie w eleganckim kubraku zgodnym z aktualną modą i takiejż czapce zawadiacko opadającej na lewe oko. Jego szpiegowskie potrzeby zaspokaja specjalne supertajne laboratorium, produkujące fantastyczne wprost gadżety, jak na przykład kieszonkową klepsydrę z wyrzutnią pajęczyny, gęsie pióro nasączone niewidzialnym atramentem czy też superszybkie meszty z napędem odrzutowym. Niestety, niestety, niestety! Mimo zaciskania kciuków i wykonywania magicznych znaków i gestów, żaden krasnal nie otrzymał w oskarowy wieczór żadnej nagrody, ani nawet wyróżnienia. Zasmucona i zrezygnowana ferajna powlokła się więc spać.

Tego dnia późnym popołudniem krasnale urządziły Wielki Wiec. Temat przewodni: co zrobić, aby ludzie docenili wreszcie krasnoludzką twórczość filmową? Debata była długa i bardzo burzliwa. Miało podczas niej miejsce: 13 bójek, 24 szamotaniny, 27 celowych nadepnięć na stopę, 312 przypadkowych i nieprzypadkowych szturchnięć oraz 298 popchnięć. Najważniejsze jednak było to, że pojawił się pomysł, który pogodził wszystkie krasnale, nawet te szalenie sceptyczne. Kinoman Młodszy zaproponował bowiem zorganizowanie swojego własnego krasnoludzkiego festiwalu filmowego o swojsko brzmiącej nazwie Krasnoryzonty. Powiedział, że jest w stanie dogadać się z pobliskim kinem na wynajem sali kinowej, powiedzmy raz w tygodniu. Wówczas krasnale mogłyby oglądać swoje własne produkcje, oceniać je i robić własny ranking. Filmy tzw. „ludzkie” byłyby starannie selekcjonowane i wyświetlane poza konkursem, w ramach ciekawostek – powiedzmy – etnicznych. Entuzjazm krasnali dla tego pomysłu wyraził się – jak każdy entuzjazm krasnali – ogólną wrzawą i tupaniem.

Od tej pory, w każdy czwartek wieczorem, w podziemnej sali kinowej Kina Helios, wrocławskie krasnale zbierają się na seansach filmowych. Sala ta jest dobrze ukryta, a krasnale – wciąż mając dąsa za oceny Amerykańskiej Akademii Filmowej – niechętnie zapraszają tam ludzi. Czasem tylko bardzo czułe ucho zarejestruje na poziomie chodnika wibracje dochodzące spod ziemi. To tumult towarzyszący przyznawaniu prestiżowej krasnoludzkiej statuetki Złotego Inkluza.

PS. Gdyby ktoś chciał zasponsorować w jakiejś części Krasnoryzonty to oczywiście może. W tym celu należy się skontaktować z Kinomanem Młodszym. Darowizna oczywiście zostanie przyjęta, czemu nie, ale darczyńca niech nie liczy na jakieś specjalne względy. I tak nie zostanie wpuszczony na salę, chyba że zdarzy się coś naprawdę wyjątkowego.

Autorką bajki jest Anatema