„Dowiedziałam się o mieście, gdzie krasnali jest ze dwieście”

Krótka historia wrocławskich krasnali, czyli zwycięska bajka autorstwa Andrei.

Tam gdzie mieszkam na tej Ziemi,
Są utopce w swej zieleni.
Dowiedziałam się o mieście,
Gdzie krasnali jest ze dwieście.

Że krasnale, proszę pani?!
One w bajkach! Za lasami!
Za górami, dolinami,
I za tymi… no! Rzekami!

We Wrocławiu? W takim mieście?
Jest ich  jak rodzynek w cieście?
Ty opowiedz, ja usiądę,
To ciekawsze niż film z Bondem!

Posłuchajcie moi mili…
Gdy dziadkowie nasi byli
Tacy mali, albo mniejsi,
Były ludki najpiękniejsi.

Zapytacie jak ich zwano?
Nazwa się pojawi rano.
Każdy z nich ma imię swoje,
Są i chłopcy, są dziewoje.

Są ci grzeczni i ci spórni*,
Lecz nikt nie wyzywa się od durni.
Wśród nich jedna jest wspaniała,
Która od początku ogarniała:

Jakie imię i co lubi,
Czym się jego rodzic trudzi.
To Krasnalka jest po prostu,
Przedszkolanką zwana nie od wzrostu.

Ona chętnie zawsze pomoże,
Zawiąże buty i schowa noże.
A gdy się mały Krasnalek wywróci,
Ona kolano jego nawróci.

Podmucha, pochucha,
Przyklei plasterek i usadzi na poduchach.
Bo gdy rodzice zajęci są pracą,
Dzieci swych nigdy z oczu nie stracą.

Ta dzielna Przedszkolanka
Weźmie gromadkę na swe kolanka.
Przytuli wszystkich, opowie bajeczkę,
A zasmarkanym noskom poda chusteczkę.

I wszyscy szczęśliwi są i zdrowi cali
Nie są ze strachu jak ściana biali.
Bo oto przed nami Krasnalka zacna,
Przedszkolanka to nasza krasna**!

Gdyby bariera językowa okazała się bardziej poważna:
*spórny – niegrzeczny
**krasna – ładna