Czy wiesz, ile jest krasnali na wrocławskim Dworcu Głównym?

Mali podróżnicy są wśród nas. I jest ich całkiem sporo – na wrocławskim Dworcu Głównym znajdziemy cztery krasnale. Ale wśród nich jest jeszcze jeden, mało widoczny obywatel miasta… zgadniesz gdzie?

Można powiedzieć, że Dworzec Główny PKP to miejsce zamieszkania 4,5 skrzata. Bo pierwsze cztery, podróżnicze krasnale, są całkiem normalnych rozmiarów. Jak na skrzaty, oczywiście. Piąty z kolei da się zmieścić w dłoni. Ale po kolei.

Na pierwszego krasnala bardzo łatwo można się natknąć idąc do wejścia głównego. Natknąć, albo potknąć – bowiem skrzat ten bezwstydnie leży na trawie i się opala. Lub buja w obłokach, zależy od nastroju i pogody. Rozmarzonym wzrokiem spogląda w niebo i rozmyśla o dalekich i długich podróżach z przygodami.

Aż dziwne, że od tego odpoczywania nie nabawił się jeszcze odleżyn, a z drugiej strony – czy komuś kiedyś zaszkodził nadmiar relaksu? Bywają ciężkie dni dla krasnala, zwłaszcza w zimie. Trudno dostrzec kawałek nieba spod ciężkiej warstwy śniegu, dlatego krasnal od wiosny zaczyna nadrabianie zaległości i liczy chmury na niebie. Każdą razy dwa.

Niektórzy śmiałkowie twierdzą, że krasnal ten spełnia się również edukacyjnie. Wskazuje bowiem turystom, jak i wrocławianom, w jaki sposób powinno się oczekiwać na pociąg. Na czystym trawniku, rzecz jasna. Szkoda tylko, że nie przypomina podróżnym, by za szybko nie zasnąć. Spóźnienie na pociąg to nie jest łatwa sprawa, ale… kto by się tym przejmował, gdy jeszcze tyle chmur zostało do policzenia?

Nieopodal z kolei inny skrzat pilnuje swojej wielkiej walizki. A jest w niej wszystko: rozgwiazdy z urlopu w Pobierowie, sakiewka ze złotem z kopalni w Złotym Stoku, pudełeczko z piernikami z Torunia i kilka krakowskich precli. Zapas tych ostatnich powoli mu się kończy, bo ktoś co rusz wyjada specjały z walizki. Ale o tym za chwilę (a jest o czym opowiadać!). W każdym razie krasnal bardzo uczciwie na tej wielkiej walizce siedzi i nic nie wskazuje na to, by szybko swoje miejsce opuścił. Jest tam wygodnie, jest piękny widok na odremontowany dworzec, można patrzeć na tych śmiesznych ludzi biegnących na pociąg. Zupełnie, jakby nie dało się przyjść chwilę wcześniej i spokojnie poczekać na trawie, jak jego krasnalowy sąsiad zwykł czynić.

Miał tu zresztą towarzystwo. Co rusz przy jego walizce zasiadały wróble i gołębie i umilały mu dzień wesoło gruchocząc. Albo ćwierkając, co kto lubi. Nie chciały od niego okruchów, wiedziały, że z preclami to nie taka łatwa sprawa. Mimo to krasnal czasami się z nimi dzielił, szczególnie zimą, kiedy ludzie raczej nie garnęli się do oddania swoich precli.

W holu głównym dworca sytuacja wygląda zgoła inaczej. Tu jest pośpiech, tu fruwają bilety i nie ma czasu na liczenie chmur czy dziobanie precli. Nawet, jeśli się nigdzie nie spieszysz, to i tak się spieszysz, bo inni się spieszą. A co to za frajda stać i patrzeć się na ludzi, którzy się spieszą. Dopasowujesz się, ale warto zauważyć, że krasnale mają tu całkiem łatwo. A na pewno łatwiej od ludzi. Nie muszą kupować biletu w kasie, bo do niej po prostu nie sięgną. A małego krasnala w pociągu mało kto zauważy. I choć wiedzą, że jazda bez biletu jest trochę nieelegancka, to jednak podróżują. Jeszcze nikt się biednego krasnala nie czepił, że gapowicz. W końcu taki współpasażer to rzadkość.

Wbiegł więc krasnal z walizką na dworzec, szybko zakupił małe espresso, chciał się jeszcze wykąpać w filiżance przed podróżą, no ale czas goni, trzeba się spieszyć. Na peron próbował wejść po schodach, ale wspinaczka górska to rozrywka dobra raczej dla bardziej wysportowanych krasnali, więc kulturalnie skorzystał z windy bagażowej. Nieopacznie ktoś go jednak przycisnął walizką, co poskutkowało złamaniem paznokcia, na co krasnal głośno prychnął. Nikt go jednak nie usłyszał, bo z głośników płynęła właśnie zapowiedź jego pociągu. Hop, siup! I już na miejscu! W drogę!

Peron dalej rozgrywa się zupełnie inna sytuacja. Cichutko, niemal niezauważenie, przy barierce stoi krasnalka. Jedna z niewielu krasnalich kobiet w tym mieście, co jest warte odnotowania. Krasnalka zręcznie wymachuje kolejowym lizakiem, jakby starała się kierować ruchem pociągów, problem jednak w tym, że pociągi są za duże, a ona za mała. I gdy taki kolos wjeżdża na stację, to strach trochę podchodzić blisko torów, bo jakby nie patrzeć krasnala jednak bardzo łatwo zdmuchnąć. Zdarza się, że pociągi na obu torach jednego peronu odjeżdżają jednocześnie i czasem mała krasnalka unosi się chwilę w powietrzu. To krótki moment, naprawdę, ale powiedzcie, który inny krasnal w tym mieście może latać?

Dlatego nawet wiedząc, że jej praca w sumie jest mało przydatna (bo są dużo więksi kierownicy pociągów od małej krasnalki), to jednak dzielnie pracuje, ciesząc się tymi chwilami, gdy wiatr unosi ją nad ziemią.

Zapytacie pewnie teraz, co z piątym krasnalem? Jest. Na pewno jest – mieszka jak pozostała czwórka na Dworcu Głównym. Sama go wczoraj widziałam! Faktycznie można go zmieścić w dłoni. Zupełnie teoretycznie oczywiście, bo ten maluch absolutnie nie da się oberwać od swojej czynności.

A uwielbia siedzieć w walizce! Tak, dokładnie tej, w której są precle, złoto i rozgwiazda. Przesiaduje całymi dniami w bagażu swojego nieco większego, krasnalowego kolegi. Pilnuje, by precle się zgadzały, a złoto w sakiewce nie wyparowało w niewyjaśnionych okolicznościach (o ile właściciela walizki odwiedzają gołębie, o tyle bagażowego malucha lubią dziobać łase na świecidełka sroczki, co jest wyjątkowo męczące, zgodzicie się chyba). Zdaje się, że w swoim fachu spędził ładnych parę stuleci, bo jego twarz zdobi długa broda, a na nosie zaległy ciężkie okulary. Z boku przypomina bardziej smerfa – czego mu nie mówcie! Bardzo tego porównania nie lubi, naprawdę, wczoraj o mały włos nie straciłam palców gdy żartobliwie napomknęłam o podobieństwie.

Mały krasnal nie jest zbyt rozmowny, zaryzykuję stwierdzenie, że rozgwiazda z Pobierowa jest bardziej gadatliwa, choć mocno już wysuszona. Jednak nie traćcie nadziei, walizkowy staruszek często prycha i wzdycha, pierwsze ze złości, drugie z zadowolenia. Przynajmniej z nastrojami nie ma problemu.

(beata)