Co krasnoludki mają wspólnego z koszykarzami?

Czy zauważyliście, że dopóki nasza kadra swoje mecze grała we Wrocławiu, to wygrywali (z Bułgarią i Litwą) lub minimalnie przegrywali (ale po zaciętej walce z dużo lepszym przeciwnikiem), a gdy tylko opuścili stolicę Dolnego Śląska, to idzie im o wiele gorzej? Znamy przyczynę tego stanu rzeczy.

Okazało się, że naszym koszykarzom podczas Eurobasketu pomagały krasnale! I to dzięki nim Gortat i spółka grali tak świetnie. Pod osłoną nocy, liczna drużyna najmniejszych mieszkańców Wrocławia zakradła się do Hali Stulecia i w parkiecie wywierciła malutkie, niewidoczne dla ludzkiego oka, otwory. Gdy na boisko wybiegli zawodnicy, w każdej z dziur siedział już jeden krasnal. I w zależności od potrzeby albo przeszkadzał przeciwnikom (a to podstawił nogę Bułgarowi, a to wybił piłkę z rąk Litwina), albo pomagał Naszym. Efektowne wsady Marcina Gortata to nie tylko zasługa jego potężnego wyskoku i słusznego wzrostu – krasnale wspólnymi siłami (co oczywiste, jeden skrzat takiego olbrzyma jak Gortat by nie podniósł) wybijały naszego koszykarza ponad obręcz.I pozostaje tylko żałować, że wrocławskie krasnale nie wybrały się do Łodzi, może wtedy Polacy wygraliby z Serbią lub Słowenią…