Strona główna -> Wszystko o krasnoludkach

Skąd się wzięły krasnale we Wrocławiu?

Wrocławskie krasnoludki już tak głęboko wtopiły się w lokalny krajobraz i tak mocno zaprzyjaźniły z mieszkańcami, że mało kto zadaje sobie dziś pytanie: skąd się one wzięły? Odpowiedź nie jest prosta i jednoznaczna, prawdę zna chyba tylko Papa Krasnal, ale istnieje kilka dość prawdopodobnych teorii…

Potomkowie Majora Fydrycha

Więziennik odsiaduje wyrok za działalność na szkodę PRL

Dawno, dawno temu, na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, w stolicy Dolnego Śląska powstał ruch o wdzięcznej nazwie Pomarańczowa Alternatywa. Torunianin Waldemar Fydrych vel Major vel komendant Twierdzy Wrocław razem ze swoimi kompanami  wcielał w życie surrealizm socjalistyczny. Głosili m.in. że każdy milicjant na ulicy stanowi dzieło sztuki, a wszyscy proletariusze są piękni. Do serca wzięli sobie też słowa Marii Konopnickiej: „bo czy chcecie, czy nie chcecie, krasnoludki są na świecie”. Tak, tak, kochani, już nawet autorka „Naszej szkapy” wiedziała o istnieniu przesympatycznych skrzatów.

Pomarańczowi bez użycia siły walczyli z zakłamaniem PRL - u. Swoje akcje i happeningi prowadzili głównie we Wrocławiu, ale zdarzały im się „gościnne występy” w Łodzi, Warszawie czy Lublinie. Zapytacie: dobrze, ale gdzie w tym wszystkim krasnale? Już wyjaśniam.

Grupa Fydrycha brawurowo sabotowała działania milicjantów, zamalowujących farbą antykomunistyczne napisy. Członkowie ekipy Majora na plamach farby domalowywali postaci krasnoludków. Stały się one od tego czasu symbolem Pomarańczowej Alternatywy, a sam Fydrych podczas pobytu na komisariacie w Łodzi wyłożył swoją żartobliwą teorię, według której pierwotny napis na murze wyrażał pewną tezę, zamalowanie napisu – antytezę, a krasnal na plamie – syntezę.
 
Tajemnicą poliszynela jest fakt, że sami opozycjoniści nie byliby w stanie niepostrzeżenie przemieszczać się po mieście z pędzlami w dłoniach i dlatego nader chętnie korzystali z pomocy swoich mniejszych przyjaciół. Dla kilkunastocentymetrowych skrzatów nie było żadnym problemem skryć się przed złowrogim wzrokiem milicji. Niestety, po szeregu akcji zakończonych sukcesem, raz powinęła im się noga. Krasnal zwany Pędzelkiem został przyłapany na gorącym uczynku przez funkcjonariuszy ZOMO. Władze PRL za działalność na szkodę systemu i antykomunizm skazały małego opozycjonistę na dożywotnie więzienie. I tak oto Pędzelek stał się Więziennikiem i zamieszkał na ul. Więziennej (jeśli macie ochotę go uwolnić, możecie to zrobić tutaj)

A krasnoludkowa Rada Mędrców postanowiła, że nie porzucą swojego przyjaciela i nie uciekną w inne miejsce. Decyzja mogła być tylko jedna: krasnale zostają we Wrocławiu! Rozpoczęła się budowa podziemnego Miasta Krasnali…

Papa Krasnal to najstarszy mieszkaniec Wrocławia

Protoplaści wrocławian

A może krasnale były we Wrocławiu na długo zanim ktokolwiek usłyszał o Pomarańczowej Alternatywie, komunizmie i ZOMO? Badacze skrzaciej genealogii dotarli do Kroniki Krasnoludków, gdzie znaleźli zaskakującą notkę: pierwszy krasnal, jakiego widział świat pojawił się właśnie na wrocławskiej ziemi! Nikt nie wie, skąd tutaj przywędrował, ale to właśnie na Dolnym Śląsku postanowił się osiedlić.

Z biegiem lat rodzina Papy Krasnala (pod takim imieniem znany jest dziś ten senior krasnoludkowego rodu) zaczęła się rozrastać i nad Odrą przybywało mężnych, silnych i odważnych skrzatów. I dopiero wiele lat później w osadzie pojawili się ludzie. Na szczęście obyło się bez konfliktów i zatargów o władzę i wpływy. Mali i duzi od razu przypadli sobie do gustu i wspólnymi siłami zaczęli budować miasto, w którym mieli razem zamieszkać. Po latach, na cześć ogromnego wysiłku krasnali przy stawianiu wszystkich najważniejszych zabytków Starego Miasta, ludzie nazwali dzielnice Wrocławia ich imionami. I tak Biskupin wziął się od Biskupika, Sępolno od Sępika, Szczepin od Szczepika, Oporów od Opornika itd…

Dlatego jeśli kiedykolwiek ktoś się Was zapyta, kto jest najstarszym wrocławianinem, odpowiadajcie bez wahania: Papa Krasnal!

Poskromiciele Chochlika

Życzliwek stanie do boju z Chochlikiem uzbrojony w powalający uśmiech

Ostatnio jednak okazało się, że tak naprawdę krasnale wcale nie musiały przywędrować nad Odrę ani przed wieloma wiekami, ani też krocząc za Majorem Fydrychem. Wedle najnowszych badań to sami mieszkańcy Wrocławia dawno temu zwrócili się do krasnoludków z prośbą o pomoc. Nie mogli bowiem uporać się ze złośliwym Chochlikiem Odrzańskim, który za punkt honoru postawił sobie zatrucie im życia. I dzień w dzień konsekwentnie realizował swój niecny plan: wabił gołębie nad zaparkowane samochody, chował okulary, a nawet pluł do zupy! Był mały, sprytny i szybki, więc bez trudu potrafił przechytrzyć nawet najbardziej zwinnego człowieka. Co innego – krasnala!
 
Skrzaty, powszechnie znane ze swojej dobroci i szlachetności, ani przez moment nie zastanawiały się nad prośbą wrocławian. Czym prędzej ruszyły w drogę na Dolny Śląsk. Przybyły całym zastępem, bo nie zwykły poruszać się w pojedynkę. Błyskawicznie rozprawiły się z nicponiem i wtrąciły go do lochu w Górach Sowich. Na straży stanął Krasnal Halabardnik, a wrocławianie odetchnęli z ulgą. Z wdzięczności za okazaną pomoc Rada Miejska zaprosiła krasnoludki do osiedlenia się na stałe w „mieście stu mostów”. Krasnale ochoczo przystały na tę propozycję.

Przez wiele lat we Wrocławiu panował spokój, a ludzie i krasnale żyli w zgodzie i przyjaźni. I gdy wspólnie zabrali się za przygotowania do wspaniałej uczty na Rynku z okazji zbliżającego się Święta Wrocławia (24 czerwca), z Gór Sowich dotarła do nich straszna nowina: Chochlik zbiegł z więzienia! Chce za wszelką cenę pokrzyżować mieszkańcom miasta szyki i przeszkodzić w świętowaniu!

Natychmiast zwołano krasnoludkowy sztab kryzysowy. Najtęższe umysły zasiadające w Radzie Krasnali postanowiły: aby dorwać Chochlika potrzeba nam jakości, a nie ilości. I dlatego zamiast całą chmarą ruszyć w pościg, wyznaczono Życzliwka na tego, który ma powstrzymać łobuza. Wybór nie mógł być bardziej trafny – Życzliwek przecież słynie z wrodzonego optymizmu, miłości do świata, a jego najniebezpieczniejszą bronią jest powalający uśmiech. Wygląda więc na to, że porachunek z Chochlikiem rozstrzygnie się bez przelewu krwi. Zresztą sami możecie sprawdzić, jak mu idzie, a w razie potrzeby nawet pomóc. Wystarczy wziąć udział w krasnoludkowej grze na www.gra.krasnale.pl

A Wy w którą teorię wierzycie? A może macie własną? Na całe szczęście z krasnalami jest tak, że każda hipoteza może być prawdziwa i nie wykluczać przy tym innych. Ot, taki nasz wrocławski fenomen.

*****
Jeśli chcielibyście odwiedzić Papę Krasnala, Więziennika, Życzliwka bądź jakiegoś innego skrzata, w odnalezieniu ich pomoże Wam nasza krasnoludkowa mapa.
Krasnale.pl on Facebook